Jak pomagać, by nie robić krzywdy


Jak pomagać, by nie robić krzywdy

W tytule tylko pozornie jest sprzeczność. Wiele razy pomagamy komuś kierując się dobrą intencją, ale nie zastanawiamy się, czy sposób i środki są rzeczywiście odpowiednie, oraz jaki będzie skutek naszego działania.

 

Jaki jest cel pomagania?

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? To nie jest głupie pytanie. Pomyśl, dlaczego komuś pomagasz. Jaki rezultat chcesz osiągnąć, by stwierdzić, że to była właściwa i skuteczna pomoc. Czy pomoc ma być stałym działaniem, polegającym na wspieraniu kogoś w kłopocie, jednocześnie przez to utrzymując go w dołku, bez impulsów i narzędzi umożliwiających mu wyjście na prostą?

Czy dając pieniądze żebrakowi, który co niedziela stoi pod kościołem rozwiązujesz jego problem? Nie, bo nie da się zapełnić pieniędzmi dziurawego worka, dosypując wciąż więcej i więcej. Najpierw trzeba załatać dziurę. Podobnie jest z człowiekiem. Nie rozwiążesz jego permanentnych problemów z pieniędzmi, za pomocą pieniędzy, bo przyczyna leży gdzie indziej. W głowie, w mentalności, przekonaniach, nawykach, sposobie działania, rodzaju i jakości podejmowanych decyzji.

Dobrym sposobem weryfikacji prawdziwych intencji osoby proszącej na ulicy o pieniądze, jest zaproponowanie jej pracy. Zrobiłem to nie raz i reakcje były za każdym razem podobne. Te osoby natychmiast się wycofują, stają się zmieszane i zaczynają szybko wymyślać historię, dlaczego ich zdaniem są niezdolne do jakiejkolwiek pracy. To szybko pozbawia złudzeń.

Celem prawdziwej pomocy jest uzdolnienie człowieka do właściwego, samodzielnego funkcjonowania i trwałego wyjścia z dołka, w którym się znalazł.

Oczywiście nie mówię tutaj o ludziach ciężko chorych, dla których pomoc siłą rzeczy musi ograniczyć się wyłącznie do łagodzenia cierpienia, w sytuacji, gdy nie mają możliwości odzyskania zdrowia.

 

Jak działa pomoc socjalna

Czy trafia tylko do właściwych osób? Niestety nie. Chyba każdy z nas ma w swoim otoczeniu kogoś, kto z niej korzysta, a nie powinien. W pewnym sensie, państwo więc rozdaje nasze wspólne pieniądze ludziom oczekującym takiej pomocy (naturalnie nie mam tu na myśli osób naprawdę niezdolnych do pracy, chorych, niepełnosprawnych), przez co generuje rzesze, które po mistrzowsku potrafią dostosować się do ustalonych kryteriów, by zgarnąć maksymalną kwotę wsparcia. Uczą się w ten sposób, że nie muszą pracować, bo mogą liczyć na „darmową” pomoc państwa.

Efekt? Ludzie, którzy są w stanie i mogliby pracować budując własny dobrobyt, a przy okazji charakter, za pośrednictwem państwa stają się utrzymankami innych osób, które pracują, płacą podatki i dają coś z siebie społeczeństwu. Przy czym, im więcej przybywa takich „potrzebujących”, tym więcej pieniędzy pompuje się w system, by im „pomóc”, co generuje jeszcze większe wydatki. Błędne koło.

Tutaj dochodzi jeszcze jedna kwestia. Do takiej sytuacji przykładają rękę te osoby, które są łase na obietnice socjalne polityków i z tego powodu na nich głosują. Jednocześnie obie strony nawzajem się oszukują. Politycy mówiąc, że zrobią coś dobrego dla obywateli (zamiast tego zadłużając państwo na potęgę, co będą musiały spłacać jeszcze nasze dzieci), a ludzie twierdząc, że naprawdę są potrzebujący i bez pomocy państwa sobie nie poradzą. Skutek jest taki, że dług rośnie, a społeczeństwo się psuje. Pytanie: czy to jest właściwa i skuteczna pomoc? Komu, w czym tak naprawdę pomaga i czy rozwiązuje prawdziwy problem?

 

Co z pomocą międzyludzką

Wszyscy miewamy okresy życiowych turbulencji i czasem lądujemy w sytuacji nie do pozazdroszczenia. To jest naturalne. Dopóki żyjemy, będziemy doświadczać rzeczy dobrych i złych. Warto to przy okazji podkreślić, bo niektórzy chcieliby przejść całe życie suchą stopą i nie brudząc sobie rąk, ale tak się nie da. I może całe szczęście, bo trudne doświadczenia często uczą najwięcej. Dobrze, więc co w sytuacji, gdy ktoś znalazł się w dołku, z którego nie potrafi się wydostać?

Każdy czasami potrzebuje wsparcia, pomocy, pokazania jak sobie z danym problemem poradzić. Nie jesteśmy cyborgami, tylko ludźmi i wszystkim nam zdarzają się momenty kryzysowe. Warto wtedy mieć kogoś, na kogo można liczyć i samemu też być taką osobą dla innych. Trzeba jednak zrobić pewne rozróżnienie. Inaczej bowiem należy traktować ludzi, którzy po otrzymaniu wsparcia, podejmują wysiłek i pracę nad poprawą swojej sytuacji, a tymi, którzy tylko wysłuchają, po to, by za tydzień przyjść z powrotem opowiedzieć tę samą historię, w międzyczasie nie robiąc nic… Można zaoferować człowiekowi darmowy przejazd autobusem, ale on pozostanie na przystanku, jeśli nie podniesie się z miejsca i nie zrobi kilku kroków, by do tego autobusu wsiąść.

Uważam, że podobnie jak w przypadku pomocy materialnej, nie warto i nie należy pomagać osobom, które mówią, że coś im przeszkadza, ale nie chcą podjąć żadnego działania, by tę sytuację naprawić. Narzekają, lecz nie wykonują najmniejszego wysiłku. Jeśli jest mi z czymś źle, to szukam sposobu, jak sobie pomóc i robię to, a nie opowiadam w kółko, jaki to jestem biedny. Surowe? Nie. Skuteczne.

Jeśli akurat teraz stoi przed Tobą jakieś życiowe wyzwanie, zrób test. Usiądź i codziennie przez tydzień poużalaj się nad swoim losem. Mów i narzekaj tak dużo, jak chcesz. Obserwuj przy tym swoje uczucia, sposób myślenia i energię życiową. Na koniec zapisz, co w tym czasie zmieniło się w Twoim życiu (założę się, że lista nie będzie długa). Następnie, w kolejnym tygodniu, codziennie zrób coś w kierunku zmiany swojej sytuacji. Zaplanuj i działaj, każdego dnia. Nawet jeśli popełnisz błąd, będziesz przynajmniej wiedział, co się nie sprawdza i czego więcej nie robić. Tym razem również obserwuj swoje zachowanie, uczucia, poziom i rodzaj energii, jaką w sobie czujesz. W którym przypadku widzisz rezultaty i masz poczucie bycia sprawczym, a w którym czujesz się ofiarą okoliczności?

 

Dlaczego konsekwencje są nam potrzebne

Znam przypadek osoby, która nie potrafi powstrzymać się od podejmowania głupich decyzji, na przykład: jeśli picie alkoholu, to tylko na umór. Z kolei innym razem, jest to korzystanie z tak zwanych miękkich narkotyków, po których robi jeszcze głupsze rzeczy, typu kradzieże w sklepach. Przez długi czas, za każdym razem był wyciągany przez rodzinę i kolegów z tarapatów, w które sam się wpakował. Dorosły mężczyzna nauczył się grać rolę skruszonego biednego chłopca, czym kupował sobie kolejne szanse. Następnie, po okresie krótkiej przerwy robił dokładnie to samo, za każdym razem jednak przekonując, że tym razem to zupełnie inna sytuacja i pchnęły go do tego wyjątkowo skomplikowane okoliczności. I znów niezawodnie mógł liczyć na asekurację i ratunek ze strony tych osób, które bardzo długo wierzyły, że robią dobrze.

Jaki jest efekt takiej „pomocy”?

Czy Twoim zdaniem, fakt, że ten człowiek nigdy nie doświadczył na własnej skórze konsekwencji swego działania np. kradzieży, będzie czynnikiem, który powstrzyma go przed podobnymi zachowaniami w przyszłości? Absolutnie nie. Taka sytuacja jeszcze bardziej rozzuchwala i luzuje hamulce, zachęcając do coraz śmielszych poczynań, bo przecież i tak „znów mi się uda”.

Jedyną rzeczą, która mogłaby radykalnie zmienić jego sposób myślenia, jest pozwolenie mu doświadczyć wszystkich konsekwencji własnych decyzji. Skoro upijasz się do nieprzytomności, nieuchronnie będziesz miał kaca. Jeśli kradniesz, bądź pewien, że trafisz do więzienia. Tylko taka rzeczywistość może coś zmienić w człowieku przesiąkniętym szkodliwym schematem, który przyzwyczaił do tego, że nieważne co zrobi, i tak za każdym ktoś wyciągnie go z tarapatów.

 

Chronienie kogoś przed konsekwencjami jego własnych decyzji, jest robieniem mu krzywdy.

 

Niewłaściwa pomoc demoralizuje

Podsumowując, można i warto pomóc człowiekowi, gdy widać, że faktycznie sam także robi coś w kierunku zmiany swojej sytuacji i stara się o trwałą poprawę. Ale jeśli za każdym razem będziesz spieszył z pomocą komuś, kto wciąż podejmuje nieodpowiedzialne, głupie decyzje, to nie tylko w ten sposób mu nie pomagasz, ale wręcz go demoralizujesz. Bo nie dajesz mu szansy nauczenia się czegoś, oraz możliwości poczucia impulsu do zmiany niewłaściwego zachowania.

Jeśli robię źle wiedząc o tym, ale mimo to nadal to robię, bo wiem, że i tak przyjdziesz mi z pomocą, więc uniknę konsekwencji, to znaczy, że po prostu Cię wykorzystuję. Beztrosko wciąż na nowo stawiam na krawędzi różne obszary swojego życia i stale angażuję Cię w kolejne „akcje ratunkowe”, często narażając także na różnego rodzaju koszty.

Czy ktoś, kto może ale nie chce pracować, ma prawo domagać się, by go utrzymywać? Uważam, że nie. Tak samo człowiek, który wciąż robi źle, pomimo, że wie o tym, nie ma prawa wymagać, by ktoś inny wstawiał się za nim i pomagał mu unikać konsekwencji jego własnych złych decyzji.

 

A jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Jeśli podoba Ci się ten artykuł, wpisz swój adres email poniżej i zapisz się na listę.

 

2 komentarzy

  1. Potrzebne mi są porady,jak pomagać.Dziękuję.

    Odpowiedz
    1. Halina, dziękuję za komentarz i cieszę się, że mój tekst się przydał. Wszystkiego dobrego, pozdrawiam serdecznie:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

CAPCHA * Przekroczono czas na odpowiedź