Porywczo o cierpliwości


Porywczo o cierpliwości

Mniej więcej taką mam minę, gdy szukam czegoś i po niezliczonych próbach bez rezultatu, wyczerpuje się moja wewnętrzna bateria. Czemu to tyle trwa?! Przecież, skoro wiem czego chcę i aktywnie szukam, to to powinno się pojawić natychmiast, tak?

No właśnie kurcze, to jakoś nie chce działać w ten sposób…

Z moją naturą „chcę = mam mieć”, to jest nieustanna walka o odnawianie (i budowanie wciąż większych zasobów), ciągle wysycanej cierpliwości.

Potrzeba jej wiele, gdy szukam własnej ścieżki w biznesie, w życiu, testuję różne rozwiązania, sprawdzam, poprawiam, odrzucam, znowu szukam, testuję… aż znajdę. I wtedy, co za ulga!

Ale też sam jestem ciągle testowany i poddawany przeróżnym próbom. Każdy z nas jest. Dostajemy najróżniejsze doświadczenia, małe zagwozdki życiowe i prawdziwe ostre zakręty. Jesteśmy sprawdzani przez Opatrzność, przez życie, jak sobie z nimi poradzimy i czy można nam powierzyć więcej.

I tu znowu ta cierpliwość! Kto to wymyślił…?!

 

Zżymam się na to, przeklnę pod nosem, na chwilę stracę energię, a potem… wracam i biorę się za bary z tym co mnie spotkało…  Bo czy da się osiągnąć coś dobrego i trwałego nie mając cierpliwości?

 

Nawet, jeśli uda się raz, to nie będzie się udawało zawsze i właściwie niczego mnie to doświadczenie nie nauczy (łatwiej powiedzieć, niż zastosować, wiem…).

Jak więc można to „obejść”…?

Dobrą lekcją cierpliwości jest nauka gry na instrumencie. Tu dopiero jej potrzeba… i czasu, i tysięcy podejść, by wreszcie zagrać coś bezbłędnie. A właśnie, gdzie jest moja gitara? Muszę do niej wrócić, bo ostatnio w natłoku spraw i zmian poszła w niezasłużoną odstawkę.

Równie interesującym doświadczeniem, jeśli np. jesteś pedantyczna/-y, jest danie sobie zgody na nieidealny stan porządku w mieszkaniu. Nie mówię tu o jakimś wielkim bałaganie. Wystarczy, że na początek nie od razu wstawisz kubek do zmywarki, albo później włożysz uprane i wysuszone ubrania do szafy. Niech sobie chwilę poleżą na widoku.

 

Oswajaj się z tym, że NIE MUSI być idealnie i NIE MUSI być natychmiast.

 

Tylko tyle. Przećwiczyłem u siebie, działa. 🙂

Taka dziś porywcza refleksja mnie naszła w trakcie moich kolejnych poszukiwań.

Jeśli masz jakieś własne sprawdzone patenty na ćwiczenie cierpliwości, podziel się z nami w komentarzu. Jestem pewien, że każdemu z nas czasami jej brakuje, zatem będą i chętni, by wykorzystać skuteczne sposoby. Śmiało 🙂

 

Wojtek Gębura

P.S. Jeśli chcesz więcej wartościowych treści o pracy nad sobą i życiu w zgodzie ze swoim wewnętrznym głosem, zapisz się na mój newsletter i bądźmy w kontakcie.

 

Dodaj komentarz

CAPCHA * Przekroczono czas na odpowiedź