Tag: Inspiracje

18 Cze 2018

Odwaga bycia sobą

Zastanawiałem się, co to znaczy mieć odwagę, by być sobą? To niby oczywiste, ale gdy trzeba ponazywać pewne rzeczy, wymaga to chwili refleksji. Oto, jak określam ten rodzaj odwagi. Według mnie, to odwaga, by:

 

Pokazać ludziom i światu, jaki naprawdę jestem.

Odważyć się ściągnąć maskę poprawności, wszystkiego, co „wypada” i co „trzeba”.

Słuchać swojej intuicji.

Mówić to, co rzeczywiście myślę.

Przyjąć siebie ze wszystkim, co mnie ukształtowało.

Akceptować i nie wstydzić się swojego pochodzenia i członków rodziny, bez względu na to, jakich wyborów w życiu dokonują.

Robić to, w co wierzę, że ma sens i co czuję, że chcę robić.

Nie naśladować nikogo, być autentycznym.

Zgodzić się, że nie zawsze będę miał rację i czuć się z tym OK.

Świadomie wybierać, jakimi osobami chcę się otaczać.

Zakończyć negatywne relacje i zachować pewność, że pojawią się inne, właściwe, dobre i szczere.

Zadbać o własną definicję szczęścia i żyć według niej.

Umieć uśmiechnąć się do siebie w lustrze.

Mieć uśmiech dla innych.

Wierzyć niezachwianie, że cokolwiek się dzieje, ostatecznie dobrze się skończy i pielęgnować pozytywne myśli.

Zgodzić się na tymczasową niewygodę, w poszukiwaniu tego, co dla mnie osobiście najcenniejsze.

Nie bać się zadawać sobie ważne pytania i szczerze na nie w sercu odpowiadać.

Zrobić listę rzeczy, których nie chcę już robić i zastąpić je tym, co wywołuje uśmiech na twarzy.

Regularnie znajdować czas na refleksję i sprawdzać, czy wciąż jestem na swojej ścieżce.

Nie bać się przegrać, wiedząc, że te lekcje są często najcenniejsze.

Zauważać, doceniać i świętować każdy sukces.

Uczyć się siebie, znać swoje mocne i słabe strony.

Pielęgnować i rozwijać swoje talenty.

Uczyć się nowych rzeczy, próbować, sprawdzać, szukać inspiracji, rozwijać się.

Bawić się i odpoczywać.

Pracować i dawać coś z siebie innym.

Nie bać się mówić NIE i nie mieć z tego powodu poczucia winy.

Umieć się szczerze cieszyć.

Bronić swoich granic.

Nie bać się pokazać ludziom, że jestem niedoskonały.

Prosić o to, czego chcę, wierząc, że otrzymam.

Mieć postawę: nic nie muszę, po prostu chcę.

Być pewnym, że jestem wartościowym człowiekiem już teraz, a nie dopiero jak „zasłużę”.

Kochać i dać sobie prawo do bycia kochanym.

 

Wojciech Gębura

 

Zapraszam do komentowania i podzielenia się swoją wizją odwagi bycia sobą.

 

Jeśli zainteresował Cię ten artykuł i chciałbyś więcej wartościowych treści, zapisz się na newsletter.

 

 

 

09 Cze 2018

Porywczo o cierpliwości

Mniej więcej taką mam minę, gdy szukam czegoś i po niezliczonych próbach bez rezultatu, wyczerpuje się moja wewnętrzna bateria. Czemu to tyle trwa?! Przecież, skoro wiem czego chcę i aktywnie szukam, to to powinno się pojawić natychmiast, tak?

No właśnie kurcze, to jakoś nie chce działać w ten sposób…

Z moją naturą „chcę = mam mieć”, to jest nieustanna walka o odnawianie (i budowanie wciąż większych zasobów), ciągle wysycanej cierpliwości.

Potrzeba jej wiele, gdy szukam własnej ścieżki w biznesie, w życiu, testuję różne rozwiązania, sprawdzam, poprawiam, odrzucam, znowu szukam, testuję… aż znajdę. I wtedy, co za ulga!

Ale też sam jestem ciągle testowany i poddawany przeróżnym próbom. Każdy z nas jest. Dostajemy najróżniejsze doświadczenia, małe zagwozdki życiowe i prawdziwe ostre zakręty. Jesteśmy sprawdzani przez Opatrzność, przez życie, jak sobie z nimi poradzimy i czy można nam powierzyć więcej.

I tu znowu ta cierpliwość! Kto to wymyślił…?!

 

Zżymam się na to, przeklnę pod nosem, na chwilę stracę energię, a potem… wracam i biorę się za bary z tym co mnie spotkało…  Bo czy da się osiągnąć coś dobrego i trwałego nie mając cierpliwości?

 

Nawet, jeśli uda się raz, to nie będzie się udawało zawsze i właściwie niczego mnie to doświadczenie nie nauczy (łatwiej powiedzieć, niż zastosować, wiem…).

Jak więc można to „obejść”…?

Dobrą lekcją cierpliwości jest nauka gry na instrumencie. Tu dopiero jej potrzeba… i czasu, i tysięcy podejść, by wreszcie zagrać coś bezbłędnie. A właśnie, gdzie jest moja gitara? Muszę do niej wrócić, bo ostatnio w natłoku spraw i zmian poszła w niezasłużoną odstawkę.

Równie interesującym doświadczeniem, jeśli np. jesteś pedantyczna/-y, jest danie sobie zgody na nieidealny stan porządku w mieszkaniu. Nie mówię tu o jakimś wielkim bałaganie. Wystarczy, że na początek nie od razu wstawisz kubek do zmywarki, albo później włożysz uprane i wysuszone ubrania do szafy. Niech sobie chwilę poleżą na widoku.

 

Oswajaj się z tym, że NIE MUSI być idealnie i NIE MUSI być natychmiast.

 

Tylko tyle. Przećwiczyłem u siebie, działa. 🙂

Taka dziś porywcza refleksja mnie naszła w trakcie moich kolejnych poszukiwań.

Jeśli masz jakieś własne sprawdzone patenty na ćwiczenie cierpliwości, podziel się z nami w komentarzu. Jestem pewien, że każdemu z nas czasami jej brakuje, zatem będą i chętni, by wykorzystać skuteczne sposoby. Śmiało 🙂

 

Wojtek Gębura

P.S. Jeśli chcesz więcej wartościowych treści o pracy nad sobą i życiu w zgodzie ze swoim wewnętrznym głosem, zapisz się na mój newsletter i bądźmy w kontakcie.

 

21 Maj 2018

Być na swoim miejscu

Jacek zawsze starał się i najczęściej świetnie robił to, co do niego należało. Praca wykonana, efekty są, nawet pochwały od szefa się zdarzały. Co miesiąc ustalonego dnia pensja na koncie, mieszkanie, samochód, życie na dobrym poziomie i… coraz bardziej pogłębiające się poczucie braku energii, zmęczenie, zniechęcenie, smutek, gdzieś po drodze zagubiony sens…

 

Zaraz, ale skoro mam wszystko, dlaczego źle się czuję, co jest nie tak…?

Odpowiedź brzmi: ponieważ jesteś nie na swoim miejscu.

 

Ale co za bzdury! Przecież potrafię to robić najlepiej ze wszystkich w firmie. Od lat pracuję w tej branży i ciągle słyszę, że jestem dobry. Wkładam w to mnóstwo wysiłku! Próbujesz mi odebrać zasługi i uznanie, które mi się należą?

Nie, skądże. Niczego nie próbuję Ci odebrać. W sumie to nawet mnie nie dziwi Twoje podejście. W końcu, jeśli coś robić, to robić na 100%, tak? Oczywiście, masz rację, tylko, że…

 

Kluczem jest odkrycie i zrozumienie, czym w Twoim przypadku, jest to właściwe „coś”, w co chcesz zaangażować 100% siebie.

 

Wielu ludzi, wybiera dosyć przypadkowo swoją drogę zawodową, jako osoby bardzo młode, nie mające większej samoświadomości. Inni w wyniku różnych perypetii życiowych trafiają do takiej, czy innej firmy/branży. Zaczynają pracę, w której z czasem nabierają doświadczenia i nierzadko nawet stają się w niej naprawdę dobrzy. Nie daje im ona jednak poczucia spełnienia… i z biegiem lat, zaczyna do nich docierać, że coś jest nie tak. Tracą radość, zadowolenie z pracy, czują się zniechęcone, przytłoczone rutyną, ludźmi i miejscem, do których nie pasują, znużone czynnościami, które wykonują.

 

Znasz to uczucie?

Ja znam je doskonale. Mój przypadek nie różni się od tego, wspomnianego na początku. Zacząłem pracować bardzo wcześnie. Zarówno z konieczności, jak i z pragnienia, by jak najszybciej być niezależnym. Trafiłem do branży, która mnie nie kręciła i wykonywałem czynności, które nie dawały mi satysfakcji. Ale robiłem to dobrze, ba! Często byłem najlepszy i kilka razy awansowałem. Nie tylko w pierwszej firmie, ale również w kolejnych.

Zawsze w końcu jednak czułem, że coś jest nie tak, że to nie jest moje i odchodziłem z pracy, by po chwili znaleźć… coś podobnego! Wpadałem w podobną branżę, na zbliżone stanowisko, bo podświadomie szukałem takiej pracy, do której posiadałem wymagane kompetencje i umiejętności. Nie docierało do mnie, że zmieniam tylko wagon, ale wsiadam wciąż do tego samego tramwaju.

 

I tak oto kolejny raz wpadałem w pułapkę myślenia wyłącznie kategoriami, „co umiem robić i w czym mam doświadczenie”, zamiast zająć się tym, do czego mam wrodzone predyspozycje i o czym w głębi serca zawsze marzyłem.

 

Dzisiaj już wiem, czego na pewno nie chcę robić. Zrezygnowałem z pracy, choć obiektywnie nie musiałem i mogłem tam nadal pracować. Ale czułem, że jeśli zostanę dłużej, będzie to nic innego, jak przemoc na samym sobie. Po prostu z każdym dniem traciłem energię i chęć do działania. Coś we mnie krzyczało, że dłużej już nie chcę, nie mogę, nie dam rady. Posłuchałem swojego wewnętrznego głosu i dziś wiem, że było to najlepsze, co mogłem zrobić.

 

Żadne pieniądze, ani wygoda nie są warte tego, by sprzedać za nie swoje prawdziwe JA, bezcenny czas i marzenia.

 

Wiem też, co chcę robić i idę za tym wewnętrznym głosem, choć wiele jeszcze muszę się nauczyć. Jest dużo pytań i niewiadomych, ale mam wewnętrzny spokój i poczucie, że postępuję zgodnie z tym, co podpowiada mi serce i do czego mam powołanie (nie, nie będę księdzem 🙂 ).

 

Ten wpis jest więc wyrazem rozpoczęcia nowego etapu życia i zarazem wskazuje nowy obszar, o którym będę pisał na blogu. Czyli o tym, dlaczego to takie ważne, by słuchać siebie i żyć w zgodzie z samym sobą.

 

Zapraszam Cię do rozmowy o tym w komentarzu, lub w wiadomości prywatnej. Jeśli temat jest Ci bliski i chciał(a)byś podzielić się własnym doświadczeniem, z przyjemnością wysłucham Twojej historii.

 

Przesyłam dużo dobrej energii 🙂

 

Wojciech Gębura

 

 

 

 

09 Paź 2017

Czas przestać obwiniać rodziców za trudne dzieciństwo

Nie, nie zamierzam nikogo tłumaczyć, ani bronić, ani zaprzeczać faktom. Nie o to chodzi. Chcę się zwrócić do Ciebie, osobiście. Dorastałeś w rodzinie dysfunkcyjnej i doświadczyłeś wielu paskudnych rzeczy? Ja też, więc naprawdę rozumiem. A teraz zadam Ci kluczowe pytanie:

 

Czy chcesz dalej w tym tkwić, czy zamierzasz się z tego podnieść i przeżyć jedyne życie jakie masz, w jak najpiękniejszy sposób?

 

Widzisz, to wszystko co czujesz, czego doświadczyłeś, co pamiętasz, to prawda. Ale jeśli jesteś teraz dorosłą kobietą, dorosłym mężczyzną, to tamte wydarzenia nie są już Twoją obecną rzeczywistością. One są dzisiaj tylko przeszłością, której nie da się zmienić. Tak, być może nadal czujesz ból, złość, czy gniew. Pomyśl jednak, czy chcesz do końca swoich dni pozostać w roli ofiary swojego rodzica?

 

Jeśli świadomie nie wybierzesz przejęcia odpowiedzialności za swoje dzisiejsze życie, nie zaznasz spokoju, szczęścia, uśmiechu, bliskości, nie doświadczysz prawdziwej miłości i nie będziesz miał fajnego związku.

 

Tak, rodzic, czy  też oboje rodzice skrzywdzili Cię, ponieważ sami byli wewnętrznie poranieni i nie potrafili uporać się z własnymi demonami. W efekcie wyładowali się na bezbronnym dziecku. To było złe. Nikt z nas na to nie zasłużył. Ale to już się stało i nie da się cofnąć czasu, a Ty nie jesteś już dzieckiem. Oni nie nauczyli Cię tego, jak żyć i postępować. Ale nauczyli Cię, czego nie robić i założę się, że dziś wiesz, w jaki sposób na pewno nie chcesz żyć, prawda? Powiem Ci coś jeszcze. Nie jesteś jedyną osobą, która ma podobne doświadczenia. Według różnych statystyk, nawet 40% ludzi dorastało w rodzinach dysfunkcyjnych. Ani ja, ani Ty nie jesteśmy więc aż tacy wyjątkowi, pod tym względem.

Dobrze, więc, co dalej? Na szczęście, są też dobre wiadomości.

 

Nie można zmienić przeszłości, ale możesz zmienić to, jaki będzie miała wpływ na Twoje życie dzisiaj i czym dla Ciebie będzie.

 

Czy wyłącznie raniącym wspomnieniem (a może także wymówką?), którym nieustannie będziesz żywił swój żal i gniew, tonąc w goryczy, czy też podejmiesz decyzję, by ta właśnie przeszłość, stała się powodem Twojej przemiany, rozwoju, świadomego budowania nowego, wartościowego życia.

A, gdy już się z nią uporasz, być może pomożesz jeszcze komuś innemu odzyskać swoje życie? Czy w ten sposób to, co kiedyś było bolesne, po jakimś czasie nie będzie mogło zamienić się w dobro, nie tylko dla Ciebie, ale także dla innych?

Widzisz, dziś gdy jesteś dorosły, jedyną osobą, która ma władzę zmienić Twoje życie, jesteś Ty sam. To już nie przeszłość, nie rodzice i okoliczności, tylko Ty sam decydujesz o tym, co zrobisz, jak pokierujesz swoim losem.

 

Przestań już żyć swoimi zranieniami z dzieciństwa, tamtymi wspomnieniami. Przestań już się zadręczać, rozpamiętywać i żywić negatywne uczucia do osób, które Cię skrzywdziły, bo to bardziej rani Ciebie, niż je.

 

One prawdopodobnie nawet nie zdają sobie z tego sprawy, a Ciebie to wewnętrznie zabija. Tkwienie w przeszłości niszczy Twój potencjał, optymizm, nie pozwala się rozwijać, cieszyć, mieć nadzieję, zaznać spokoju. To całkowicie bezcelowe i nikomu nie służy, a najmniej Tobie.

Uważasz, że to niesprawiedliwe, bo zostałeś skrzywdzony, a teraz musisz sam wziąć odpowiedzialność za siebie, w dodatku masz przepracować to wszystko własnym wysiłkiem i jeszcze przebaczyć tym, którzy Cię skrzywdzili? Tak, to jest niesprawiedliwe. Ale, czy życie generalnie jest sprawiedliwe? No właśnie. Więc, albo przyjmiesz to do wiadomości, zaakceptujesz i zaczniesz robić to, co możesz, by zmienić swoją sytuację, albo będziesz kolejne lata rozmyślał i użalał się nad sobą, jak bardzo zostałeś skrzywdzony, a Twoje życie będzie jednym wielkim pasmem smutku, żalu i goryczy.

 

Zostaw to już. Przejmij dzisiaj całkowitą odpowiedzialność za siebie i zwróć się całym sobą w kierunku rozwoju. Oddaj tę przeszłość Bogu. Przebacz rodzicom i zacznij wreszcie żyć. Sam zbuduj własny świat. Masz ręce i nogi, umiesz się wyżywić, potrafisz się uczyć i pracować. Wykorzystaj możliwości, które masz w tej chwili i działaj.

 

Zacznij, od zapisania sobie precyzyjnie na papierze, jakie życie chcesz prowadzić. Co chcesz robić zawodowo, w czym się realizować, jakie pasje rozwijać? A jak już będziesz miał to spisane, podtrzymuj płomień i każdego dnia dostarczaj sobie wartościowych treści, czytając książki o rozwoju, słuchając audiobook’ów, lub podcastów, oglądając motywujące filmy na Youtube i po prostu pracuj nad realizacją swojej wizji.

A jeśli czujesz, że samemu jest Ci trudno dotrzeć, ponazywać i przepracować pewne rzeczy, spotkaj się z psychologiem. On Ci pomoże. Odetnij się od wszelkich toksycznych relacji. I pracuj… dalej cierpliwie pracuj nad sobą, każdego dnia. Po chwili zauważysz, jak maleńkie codzienne zmiany, zaczną całkowicie transformować Twoje życie. Jacy pozytywni ludzie będą się w nim pojawiać, niby przypadkiem. I ani się obejrzysz, a będziesz już w innym miejscu w życiu. Negatywne emocje będą stopniowo ustępować, a w ich miejsce pojawi się wolna przestrzeń, którą będziesz mógł zapełnić dobrymi myślami i uczuciami, spokojem, radością. I odzyskasz wreszcie najważniejsze: WEWNĘTRZNĄ WOLNOŚĆ.

Tego Ci szczerze życzę!

 

Wojciech Gębura

P.S. Jeśli temat pracy nad sobą i przemiany życia po trudnym dzieciństwie jest dla Ciebie ważny, zapisz się na newsletter. Powiadomię Cię, gdy pojawi się mój kurs online do samodzielnej pracy nad sobą i będziesz mógł go kupić w niższej cenie.

 

Jeżeli chcesz podzielić się swoją opinią ze mną i innymi czytelnikami, napisz proszę komentarz poniżej.

25 Wrz 2017

5 sposobów na wzmocnienie poczucia własnej wartości

Poczucie własnej wartości kształtuje się w okresie dzieciństwa. Doświadczenia z domu rodzinnego mają duży wpływ na to, czy będzie ono silne, czy wręcz przeciwnie. Będąc dorosłym niezwykle istotne jest, by poznać siebie i dotrzeć również do tego, dlaczego moje poczucie własnej wartości, jest właśnie takie. Jakie konkretnie sytuacje wpłynęły na nie, jak mogę sobie dzisiaj pomóc, czym się kierować, co robić, a czego unikać?

Poznanie siebie, jest procesem, który trwa (i musi trwać), bo niemożliwe jest przeanalizowanie całego swojego życia podczas porannej kawy. To zadanie, które trzeba podjąć świadomie i od razu przyjąć, ze spokojną akceptacją, że potrzebny jest na to czas. Do tego bardzo Cię zachęcam, bo świadomość siebie jest absolutnie konieczna, jeśli chcesz prowadzić szczęśliwe życie i doświadczać go na głębszym poziomie.

Aby Twoje poczucie własnej wartości było silne, trzeba pracować nad tym, aby miało ono swoje źródło w Twoim wnętrzu, a nie opierało się np. na postrzeganiu samego siebie, przez pryzmat liczby lajków na Facebook’u. Twoje najważniejsze i najpotężniejsze zasoby, znajdują się wewnątrz. W Tobie. Nie w świecie zewnętrznym. Bardzo polecam Ci spędzenie takiego wartościowego czasu sam na sam, ze sobą.

Tymczasem poniżej znajdziesz 5 sposobów, które możesz zastosować od razu, by zacząć wzmacniać swoje poczucie własnej wartości już teraz.

 

1. Naucz się kochać siebie.

Przyjmij i zaakceptuj siebie, z miłością. Nikt z nas nie jest doskonały. I wiesz co? To jest w porządku. Naprawdę. Ponieważ jesteśmy tylko ludźmi. A ludzie popełniają błędy, czasem podejmują złe decyzje, są z natury nieidealni. Nie zmienia to jednak faktu, że są wspaniali, zasługują na miłość i szacunek (zawsze), są dobrzy i potrafią kochać. Mają jeszcze jedną fantastyczną cechę: zdolność do rozwoju, do kształtowania siebie. Być może są w Tobie rzeczy, których nie lubisz. Ale jednocześnie mogą to być rzeczy, które możesz zmienić, prawda? A jeśli nie możesz, to przyjmij siebie właśnie takiego. Zaakceptuj i pokochaj. Bo nie ma drugiej takiej samej osoby na świecie. I nigdy nie będzie.

Możesz zacząć, wykonując proste ćwiczenie. Stań przed lustrem (koniecznie wtedy, gdy będziesz sam/sama i nikt nie będzie Ci przeszkadzał), popatrz z życzliwością na osobę, którą widzisz i powiedz jej głośno: kocham Cię! Uśmiechnij się i powiedz to jeszcze raz: kocham Cię!

Jeśli nigdy w życiu tego nie robiłeś, być może na początku będziesz się czuł dziwnie, ale przełam to. Jutro zrób tak znowu. Po kilku dniach zauważysz, że już nie wywołuje to takiego oporu, jak na początku. I nie jest prawdą, że miłość do siebie, jest egoizmem. Przeciwnie. Ktoś, kto najpierw nie pokocha siebie, nie będzie potrafił kochać innych. Więc kochaj i zacznij od osoby w lustrze.

 

2. Praktykuj wdzięczność.

Najszczęśliwsi ludzie na świecie, to Ci, którzy potrafią zauważyć i cieszyć się tym, co mają już teraz. Sztuka polega na tym, by nauczyć się koncentrować na tym, co masz, zamiast skupiać się i mówić o tym, czego wciąż Ci brakuje.

Codziennie zacznij dzień od zadania sobie pytania: za co dzisiaj jestem wdzięczny? (Wszyscy mamy być za co wdzięczni, choćby za życie, zdrowie, dach nad głową). I wypowiedz to na głos, albo jeszcze lepiej, zapisz na papierze. Mówiąc, lub pisząc staraj się myśleć tylko o tym i wzbudź w sobie emocje tak, byś naprawdę przeżywał to, o czym wspominasz. Zwróć uwagę, jak zmieniają się Twoje uczucia, gdy wymieniasz dobre rzeczy, przyjaznych ludzi, miłe doświadczenia, błogosławieństwa. Czy czujesz różnicę?

 

3. Ćwicz pozytywne nastawienie.

Nasz umysł ma tendencje do obniżania lotów, jeśli sami świadomie nie zadbamy o pozytywne nastawienie. To wymaga praktyki, ale na efekty nie trzeba długo czekać, jeśli się do tego przyłożysz. Kluczem jest zadawanie sobie właściwych pytań, które będą pozytywnie ukierunkowywać Twoje myślenie.

Pamiętaj przy tym, że umysł działa trochę podobnie jak wyszukiwarka Google. Jeśli zadasz sobie pytanie typu: „dlaczego nic mi się nie udaje?”, umysł natychmiast podsunie Ci listę rzekomych powodów i strumień negatywnych myśli. Jeżeli jednak zapytasz: „co mogę zrobić, aby poprawić swoją sytuację?”, albo „czego mogę się dzięki temu nauczyć?”, od razu otrzymasz propozycje konstruktywnych, dodających sił możliwości, a Twoje myślenie zostanie skierowane na pozytywne rozwiązania.

Mów o sobie wyłącznie dobrze. Zawsze. Każdy z nas prowadzi wewnętrzny dialog z samym sobą. Naucz się przyłapywać, kiedy prowadzisz taką rozmowę i natychmiast utnij ją, jeśli zauważysz, że używasz negatywnych słów. Zamień je na pozytywne, budujące i świadomie mów do siebie tylko w taki sposób.

 

4. Odetnij się od toksycznych ludzi.

Młodej roślinie trudno będzie urosnąć i zamienić się w potężne drzewo, jeśli od samego początku będzie otoczona chwastami, które skutecznie blokują jej dostęp do promieni słonecznych. Trzeba wyrwać chwasty i zrobić jej miejsce, by mogła nabrać sił i rozwijać się.

Tak samo Ty, jeśli pracujesz nad wzmocnieniem, czy odbudowaniem poczucia własnej wartości, musisz wyeliminować ze swojego otoczenia wszystkich ludzi, którzy ciągną Cię w dół, zarażając negatywizmem. Na tę myśl, być może w pierwszym odruchu poczułeś lęk, że będzie to dla Ciebie pewnego rodzaju strata, bo część Twoich znajomych zniknie. To jednak tylko strata pozorna. Bo widzisz, przebywając z negatywnymi ludźmi, sam taki się stajesz. A będąc negatywnie nastawionym, niejako odpychasz od siebie osoby, które noszą w sobie „ładunek dodatni”. W ten sposób powstaje błędne koło.

Podejmij więc decyzję i zrezygnuj z kontaktów z osobami, które ewidentnie ciągną Cię w dół. Zamiast tego, zacznij otaczać się optymistami, którzy w każdym wydarzeniu potrafią dostrzec coś, z czego można wydobyć wartość. Przyjdzie Ci to łatwiej, jeśli będziesz czytać wartościowe książki o rozwoju osobistym, filmy i podcasty motywacyjne, biografie ludzi sukcesu. Możesz też, choćby w tej chwili, dołączyć do jakiejś pozytywnej grupy otwartej na Facecbook’u i zacząć już teraz dostarczać sobie wartościowych, wspierających treści.

 

5. Świętuj swoje sukcesy.

Znasz ludzi, którzy nieważne jak dużą rzecz zrealizują, przechodzą nad tym do porządku dziennego i jakby zupełnie nie zauważali, co im się udało? No właśnie. A czy pracownik, który nigdy nie otrzymuje pochwały, albo/i premii, gdy zrobił świetne wyniki, będzie zmotywowany? Gwarantuję Ci, że nie.

Postanów sobie (i faktycznie to rób), że odtąd, każdy Twój sukces, choćby najmniejszy, będziesz zauważał, zapisywał (to ważne) i dawał sobie za niego nagrodę. To może być nawet coś niedużego. Ważne jednak, abyś doceniał siebie za wszystko, co udało Ci się osiągnąć. Praktykuj zwyczaj świętowania. W ten sposób dostarczysz sobie przyjemnych impulsów i będziesz wzmacniał swoją motywację do realizowania kolejnych celów.

Jednocześnie, zapisując każde osiągnięcie, budujesz swoją listę powodów do dumy. Zobaczysz, jak wiele jesteś w stanie zrobić w określonym czasie, np. przez rok. A jeśli zdarzy Ci się kiedyś wpaść w mentalny dołek, będziesz mógł otworzyć notatnik i przypomnieć sobie, ile już osiągnąłeś. Stwórz więc swoją własną listę sukcesów.

 

Jeśli podoba Ci się ten artykuł i chcesz dowiedzieć się więcej o budowaniu poczucia własnej wartości, zapisz się na newsletter. Wkrótce ukaże się kurs, który będzie dotyczył m.in. tego zagadnienia. Poprzez newsletter dowiesz się o nim, jako pierwszy.

 

25 Lip 2017
Potrzebujesz przewodnika

Potrzebujesz przewodnika

Gdy wyruszasz w drogę po swoje nowe życie ze świata, który był dla Ciebie nieprzyjazny, niezrozumiały, łatwo jest się pogubić i wpaść ponownie w stare koleiny. To czym nasiąkamy w dzieciństwie mocno się w nas koduje i potrafi naprawdę bardzo przeszkadzać w przemianie życia.

Kiedy zaczynałem, jako nastolatek, intensywnie szukałem wszelkich wskazówek, książek, materiałów, które mogłyby mnie nakierować, wskazać właściwą drogę, podsunąć sprawdzone sposoby postępowania, czy choćby pomóc ponazywać pewne rzeczy. Bardzo dużo czasu poświęciłem na analizowanie siebie, innych, szukanie wiedzy, sprawdzanie i studiowanie tego, co pozwoliłoby mi przemienić swoje życie. Poznać i zaakceptować siebie, obalić zaszczepione mi toksyczne schematy i odzyskać kontrolę nad tym, kim i jaki jestem.

Nie sposób jednak prawdziwie i trwale zmienić się, ani też zbudować sobie dobre i szczęśliwe życie pełne wewnętrznego spokoju, jeśli przedtem nie zagłębisz się w siebie. Najpierw należy znaleźć, dotknąć i zająć się tym, co w Tobie wymaga naprawy. A jeszcze wcześniej potrzeba szczerej akceptacji siebie, z miłością.

Skąd jednak miałem wiedzieć, jak to zrobić, gdy nie miałem pojęcia, jak ruszyć z miejsca i czym zająć się w pierwszej kolejności? Na początku nie wiedziałem nawet, czym właściwie jest to coś, co nie pozwala mi zaznać wewnętrznego spokoju, utrudnia relacje, jakikolwiek rozwój i wreszcie jest powodem głębokiego smutku i poczucia bezsensu.

Nie znalazłem wtedy żadnej książki, która byłaby dla mnie odpowiednim drogowskazem. Wszystko, co było mi potrzebne do rozwoju i przemiany życia po dorastaniu w rodzinie dysfunkcyjnej, musiałem zdobywać samodzielnie, ucząc się, testując, analizując i wciąż szukając kolejnych fragmentów układanki, by móc wreszcie zbudować z nich całość. W sumie, zajęło mi to kilkanaście lat…

Dzisiaj, widząc jak wiele jest takich osób, które jak ja dorastały w toksycznych domach, mając świadomość, jak bardzo cierpią wewnętrznie (wiem, bo sam tego doświadczałem) chciałbym się tym wszystkim z nimi podzielić.

Chcę Ci dać do ręki pewnego rodzaju przewodnik, który poprowadzi Cię z miejsca, w którym dzisiaj jesteś i wewnętrznie cierpisz, do miejsca, w którym chciałbyś się znaleźć, ale nie wiesz, jak to zrobić.

Pokażę Ci drogę do odzyskania wewnętrznego spokoju, akceptacji z miłością, wiary w siebie, szczęścia i prawdziwej radości. Do stanu, w którym Ty sam będziesz świadomie i w zgodzie ze sobą kreował swoje życie, gdzie na Twojej twarzy pojawi się uśmiech, a oczy odzyskają swój blask i będziesz patrzeć z optymizmem w przyszłość.

 

Wiem, że jest mnóstwo osób z syndromem DDA, które odnoszą wielkie sukcesy zawodowe i na zewnątrz wydają się spełnieni, pewni siebie, przebojowi i sprawiają wrażenie, jakby nie było dla nich rzeczy niemożliwych. Prawda jest jednak taka, że bez przepracowania swoich zranień, wewnątrz wciąż są bezbronnymi, płaczącymi dziećmi, które bardzo potrzebują, by je zauważyć, zaopiekować się nimi i pomóc wyjść z tej ciężkiej toksycznej skorupy, w której są uwięzieni od lat.

Chcę Ci dziś powiedzieć, że jeśli podobna sytuacja dotyczy Ciebie, to już nie musisz iść po omacku i nie jesteś z tym sam. Nie musisz, jak ja kiedyś, szukać nieustannie i działać sfrustrowany metodą prób i błędów, co zajmuje mnóstwo czasu (często naprawdę długie lata) i kosztuje bardzo dużo energii.

Mogę Ci pomóc dając sprawdzoną mapę, byś mógł dostać się w miejsce, za którym tęsknisz, i które  od zawsze na Ciebie czeka. Tak, czeka na Ciebie. Ponieważ nikt z nas nie urodził się po to, by całe życie wewnętrznie cierpieć. Przyszliśmy na świat, bo Ktoś Większy chciał, abyśmy się pojawili. Każdy z nas jest unikalną istotą i ma swoją własną, piękną historię do napisania.

Zostań więc autorem jedynej na świecie, niepowtarzalnej historii – Twojej własnej. I zrób wszystko, by była możliwie najpiękniejsza i najszczęśliwsza.

Chcę Ci w tym pomóc. Oto mój przewodnik dla Ciebie. On skróci Twoją drogę o wiele lat i zaoszczędzi Ci mnóstwo energii.

To co, ruszamy w drogę?

 

Wojciech Gębura

 

Zapisz się na listę, jeśli chcesz otrzymywać więcej podobnych materiałów.

 

 

03 Kwi 2017

5 wartości wynikających z kryzysów

1. Dowiesz się na kogo możesz liczyć.

Będąc w potrzebie, czy to natury materialnej czy duchowej, w jakimś kryzysie, wszyscy potrzebujemy wsparcia. Wtedy okazuje się jak bardzo prawdziwe jest przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Czasami rzeczywistość potrafi być zaskakująca i okazuje się, że bardziej można liczyć na „obcych ludzi”, niż osoby z najbliższej rodziny. Albo, że chętniej pomogą Ci ludzie, po których byś się tego nie spodziewał, niż ktoś, kogo dotąd uważałeś za pewniaka w każdej sytuacji. Może to być przykre i trudne do zaakceptowania, ale ma tę wartość, że pozbawia złudzeń. A życie z fałszywymi przekonaniami buduje w nas nieprawdziwy obraz i lepiej wcześniej zderzyć się z rzeczywistością, nawet jeśli to zaboli, niż trwać w nieświadomości i po latach doświadczyć prawdziwego trzęsienia ziemi.

 

2. Poznasz, na co cię stać i w jakich sytuacjach jesteś w stanie poradzić sobie sam.

Tyle wiesz o sobie, ile życie Cię sprawdziło. Taka jest prawda. Mam wrażenie, że w kryzysie większość z nas raczej siebie nie docenia, niż przeszacowuje własne możliwości. Nie wiem jak Ty, ale ja już kilka razy przekonałem się, że jestem w stanie zrobić o wiele więcej, niż wcześniej myślałem. Kiedy wiadomo, że nie można liczyć na żadną pomoc w danym momencie, gdy nie ma drogi ucieczki, wyjścia awaryjnego, wtedy po prostu musisz stawić czoła sytuacji, jaka by ona nie była i musisz też sobie poradzić. Zaskoczenie potrafi być wielkie, gdy okazuje się, że coś co jeszcze przed chwilą wydawało się niemożliwe, okazuje się faktem i to Ty sam, bez niczyjej pomocy, tego dokonałeś. Uważam, że są to bardzo cenne doświadczenia. Jesteś o wiele silniejszy niż myślisz.

 

3. Zatrzymasz się i zastanowisz nad sobą.

Gdy jesteśmy na życiowym zakręcie, albo chorujemy przychodzi moment refleksji. Zwalniamy tempo i zaczynamy przyglądać się sobie, swojemu życiu, ludziom wokół nas, temu za czym gonimy, swoim wartościom i doświadczeniom. Mam wrażenie, że czasami te momenty kryzysowe w pewnym sensie ratują nas, bo dzięki nim jesteśmy zmuszeni do zatrzymania się. Dochodzimy do pewnych wniosków, które inaczej nie miałyby szans przebić się do naszej świadomości. Może w takiej chwili okaże się, że tak naprawdę chciałbyś robić w życiu coś innego? Możliwe, że przypomnisz sobie o swojej wielkiej pasji z dzieciństwa, którą w zabieganiu pogrzebałeś gdzieś, lata temu. A może ponownie zauważysz i zrozumiesz, jakim szczęściarzem jesteś, że masz obok siebie osobę, która Cię naprawdę kocha. Albo odwrotnie, w końcu przyznasz przed sobą, że jesteś w związku z niewłaściwą partnerką, czy partnerem i będziesz mógł podjąć realne działanie, by zmienić swoją sytuację. Jedno jest pewne, że tak zwane dołki potrafią uświadomić wartościowe i często zaskakujące rzeczy, które mogą sprawić, że odtąd będziesz zupełnie inaczej patrzył na swoje życie.

 

4. Przypomnisz sobie, co naprawdę jest w życiu ważne.

Nie znajomi na Facebook’u, wirtualne przyjaźnie i ludzie, którzy lajkują Twoje posty, ale jakoś nie mają czasu, by do Ciebie zadzwonić, albo zwyczajnie spotkać się przy kawie i porozmawiać. Nie najnowsze  gadżety i modne ubrania. Nie zaszczyty w pracy i oklaski na scenie. Najważniejsze jest to, jakim człowiekiem jesteś i jakich ludzi masz wokół siebie. Czy, kiedy jesteś w trudnej sytuacji, w chorobie, masz do kogo zadzwonić, albo czy ktoś do Ciebie zadzwoni, bo nie pojawiłeś się w pracy, w szkole, na uczelni. Czy są osoby, którym naprawdę na Tobie zależy, gotowi pomóc Ci zawsze w przypadku zawirowań życiowych. Czy jest ktoś, kto chociażby zrobi Ci zakupy, lub przywiezie ciepły posiłek do domu, gdy w chorobie nie możesz wstać z łóżka. I czy Ty jesteś kimś, na kim inni mogą polegać w takich sytuacjach. To ma znaczenie i prawdziwą wartość. Reszta to pozory i powierzchowność.

 

5. Nauczysz się doceniać i być wdzięcznym.

Gdy będziesz czasowo wyłączony z życia, z jakiegoś powodu, na przykład choroby i siłą rzeczy nie będziesz w stanie robić tego, co zwykle, zaczniesz zauważać prawdziwe znaczenie dobrych ludzi wokół siebie. Jaką wartością jest ktoś, na kogo zawsze możesz liczyć w kłopocie. Ile znaczy jeden telefon, albo odwiedziny kogoś, komu na Tobie zależy. Zobaczysz  swoje życie z innej perspektywy i być może zdecydujesz się zrezygnować z pewnych rzeczy, czy relacji, które dotąd uważałeś za istotne, na korzyść tych naprawdę ważnych, o które warto dbać. Dostrzeżesz, jak wiele masz na co dzień, a o czym często zapominasz, albo uważasz to za oczywiste. I będziesz po prostu wdzięczny. Bogu, ludziom, docenisz też siebie. Samemu doświadczając słabości, będziesz także bardziej empatyczny i otwarty na ludzi, którym kiedyś Ty możesz pomóc w potrzebie. Pamiętaj, że Twój najgorszy dzień jest marzeniem kogoś na drugim końcu świata, kto jest dzisiaj głodny i nie ma dachu nad głową, z powodu toczącej się wojny. Doceniaj to, co masz i bądź wdzięczny za wszystko.

 

A jakie Ty dostrzegasz wartości ukryte w trudnych momentach życiowych? Zapraszam, zostaw swój komentarz.

 

Jeżeli interesuje Cię praca nad sobą i chcesz zmienić swoje życie, po doświadczeniu trudnego dzieciństwa, zapisz się na listę.

30 Mar 2017

7 kroków do przemiany życia po trudnym dzieciństwie

1. Akceptacja i odwaga przyznania się do słabości.

To pierwszy i niezbędny element. Jeśli nie spojrzysz prawdzie w oczy i sam przed sobą nie przyznasz, że jest coś, czym trzeba się zająć, nic z tego nie będzie. Gwarantuję. Ci, którzy skutecznie i z sukcesem przepracowali swoje zranienia, czy też uporali się z jakimkolwiek wewnętrznym problemem, najpierw zdobyli się na odwagę do tego, by przyznać się do własnej słabości i zaakceptować fakt, że nie wszystko jest w porządku. I to nie ma nic wspólnego z byciem słabym. Przeciwnie, zdolność człowieka do przyznania się, że ma z czymś problem i potrzebuje pomocy, jest oznaką siły. Tylko ktoś silny będzie w stanie to powiedzieć. Słaby będzie za wszelką cenę trzymał się wersji, że nie ma żadnego problemu, choćby wszystkie fakty wskazywały, ze jest inaczej. Potrzebny jest więc ten pierwszy, podstawowy krok. Zauważenie i akceptacja. Dopiero od tego momentu zaczyna się rozwój.

 

2. Jasny cel, czyli czego chcesz?

Statek, który nie ma zdefiniowanego miejsca przeznaczenia, nigdy nie dopłynie do celu. Tak samo Ty, jeśli nie wiesz, czego naprawdę chcesz, nie spodziewaj się przełomu. Potrzebujesz jasno określonego celu i pewnego rodzaju mapy drogowej, która Cię do niego doprowadzi. Przy czym nie może to być tylko mgliste pojęcie w stylu „chcę normalnego życia”, bo co to znaczy normalne życie? Dla każdego będzie to co innego. Poświęć więc na to czas i przemyśl, jaki cel chcesz sobie postawisz. Jak chcesz się czuć i jak dokładnie ma wyglądać Twoje życie, byś kiedyś mógł sobie powiedzieć: „zrobiłem to, osiągnąłem sukces”.

I dalej, co zamierzasz robić, by iść we właściwym kierunku, a także z czego w związku z tym zrezygnujesz? Precyzyjna i klarowna wizja, zapisany na papierze cel. To kluczowe, żebyś mógł dokonać prawdziwej zmiany w swoim życiu. Pobożne życzenia zostaw dla tych, którzy tylko mówią, że chcą czegoś więcej i na tym się kończy ich droga. Ty bądź tym, który działa, a nie wyłącznie o tym opowiada. Chcesz mieć wspaniałe, szczęśliwe życie? Wspaniale. Najpierw jednak usiądź i precyzyjnie je określ.

 

3. Zrozumienie i silne wewnętrzne „Dlaczego”.

Jeśli wiesz już dokładnie jak ma wyglądać Twoje życie, bardzo ważne jest, abyś wiedział także dlaczego tego chcesz. Zapisz na papierze, używając precyzyjnych sformułowań, jakie są Twoje osobiste powody, by je odmienić. Co konkretnie chcesz osiągnąć, w danym obszarze swojego życia. Istotne jest, by były to naprawdę ważne argumenty po to, by stanowiły dla Ciebie wystarczająco mocną motywację. Świadomość i jasne ich określenie, będą dla Ciebie nie tylko motywacją, ale także zabezpieczą Cię przed pokusami, by zrezygnować, gdy nadejdą trudniejsze chwile. Wtedy zawsze będziesz mógł wrócić do swojego celu i przypomnieć sobie na nowo, dlaczego podjąłeś wysiłek pracy nad sobą. Ktoś, kto nie ma wystarczająco mocnych powodów do zrobienia czegoś, prędzej czy później podda się i nie osiągnie celu. Jeśli chcesz prawdziwej zmiany, musisz dokładnie wiedzieć DLACZEGO jej chcesz.

 

4. Prawdziwa decyzja, a nie postanowienia noworoczne.

Nie dlatego, by postanowienia noworoczne były złe. Nie w tym rzecz. Chodzi bardziej o to, w jaki sposób często się kończą. Jeśli chodzisz na siłownię, to zapewne miałeś okazję zaobserwować, że na początku roku często przybywa sporo nowych osób, które z zapałem biorą się za ćwiczenia. Na sali robi się tłoczno, aż do mniej więcej… połowy lutego. Potem ludzie zaczynają się wykruszać i stopniowo sytuacja wraca do „normy”. Z początkowego tłoku, stałymi bywalcami siłowni zostaje może kilka osób, reszta rezygnuje. Jeśli więc chcesz osiągnąć swój cel, nie możesz traktować swojego wyzwania, jako postanowienia noworocznego, w stylu „jeśli w tym tygodniu sobie odpuszczę, to nic się nie stanie”. Nieprawda, stanie się, bo to kształtuje Twój charakter i ostatecznie przesądzi o tym, czy Ci się uda, czy nie. Pokaż, że jesteś naprawdę zdecydowany. Miarą prawdziwej decyzji jest działanie.

 

5. Cierpliwość i determinacja, bez względu na koszty i potrzebny czas.

Ci, którzy osiągają swoje cele, jakiekolwiek by one nie były, mają w sobie nastawienie i pewność, że wytrzymają wszystko, co będzie konieczne, by zrealizować postawione zadanie. Wiedzą, że aby dostać się na szczyt, należy iść pod górę. Rozumieją także, że po drodze będą pojawiać się różne przeszkody i niebezpieczeństwa, ale nie jest to coś, co powoduje w nich niepokój, czy powątpiewanie. Mając tę świadomość po prostu akceptują sytuację i przygotowują się mentalnie, a także w każdy inny sposób do tego, by pokonać wszelkie przeciwności. I nie zniechęcają się, że wyzwanie rozłożone jest w czasie. Nie oczekują efektu natychmiast, ponieważ rozumieją, że wielkie rzeczy nigdy nie rodzą się z dnia na dzień. Przyjmują za to odpowiednie nastawienie, które z jednej strony zapewnia im wewnętrzny spokój, a z drugiej cierpliwa i wytrwała praca sprawia, że osiągnięcie celu staje się wyłącznie kwestią czasu. Po prostu działają dotąd, aż się uda. Określiłbym to, jako postawę „chcę i będę to miał”. Praca nad sobą, to  proces, a nie jednorazowa i natychmiastowa przemiana.

 

6. Wiara w siebie i własny sukces.

Kolejnym składnikiem, bez którego nie sposób osiągnąć czegokolwiek, jest wiara. Nie ma znaczenia, czy chodzi o wyzwania sportowe, zawodowe, czy po prostu życiowe. Wszyscy ludzie sukcesu mają tę cechę. Wierzą w siebie i są przekonani o tym, że im się uda. A każdy kolejny sukces jeszcze bardziej wzmacnia ich wiarę i pewność siebie. Mało tego, oni świadomie je budują i dbają także o to, by otaczać się pozytywnymi ludźmi. W przeciwieństwie do osób pełnych wątpliwości, obaw i otaczających się podobnymi sobie niedowiarkami. Jeśli jednak chcesz być orłem nie możesz latać z wróblami. Żaden sukces nie jest przypadkiem i nie przychodzi łatwo. Ale jednocześnie to właśnie sprawia, że jest tak cenny. Ci, którzy są skuteczni w jakimkolwiek obszarze mają silną wiarę w siebie i przekonanie, że osiągną cel. Nieuchronnie w końcu dostają swoją nagrodę.

 

7. Przekonanie, że zasługuję na szczęśliwe życie i każde dobro.

Z wiary w siebie ludzi sukcesu wynika wewnętrzne przekonanie, że zasługują na wszelkie dobro i to, by być szczęśliwym już dzisiaj. Ktoś, kto ma wewnętrzną barierę w postaci samoograniczającego myślenia na własny temat, nie będzie miał odwagi, ani siły do tego, by wyznaczać sobie wielkie cele, a tym bardziej je realizować. Dlatego zanim będzie w stanie realnie coś zrobić, musi najpierw uporać się ze swoimi przekonaniami i dostosować je w taki sposób, by były pozytywne i wspierające.

Najpierw należy więc zadbać o porządek we własnych myślach i spójność wewnętrzną, a wtedy wszelkie bogactwo zacznie pojawiać się w zasięgu. Szczęśliwe życie nie jest zarezerwowane tylko dla wybranych. To ludzie sami ograniczają sobie do niego prawo. Ci, którzy po nie sięgają, mają w sobie właściwe nastawienie i przekonania, które ułatwiają im bycie po piękniejszej, spełnionej stronie życia. Czują, że na to zasługują i wiedzą, że są na swoim miejscu.

 

Czy zatem wszystko to oznacza, że ktoś, kto dorastał w rodzinie dysfunkcyjnej i nie posiada w sobie takich cech i postaw, jest na straconej pozycji? Absolutnie nie. Prawda jest taka, że wszystkiego można się nauczyć. Możesz mieć naprawdę szczęśliwe i satysfakcjonujące życie. Dobrze czuć się ze sobą i uwolnić się od wszystkiego, co Cię przytłacza i ogranicza. Potrzebujesz jednak wiedzieć, jak to zrobić, czym się kierować.

 

Powyższe 7 punktów, to oczywiście nie wszystko czego potrzeba, by odmienić swoje życie. Chcę się z Tobą podzielić moją drogą i pokazać sprawdzone rozwiązania, które naprawdę działają. Skoro ja mogłem uporać się z trudnymi doświadczeniami i stworzyć sobie szczęśliwe, spełnione życie pomimo dorastania w rodzinie dysfunkcyjnej, to znaczy, że Ty też możesz. Oto moja książka, dzięki której dowiesz się, jak mi się to udało. Zapraszam serdecznie i trzymam kciuki! KLIKNIJ TUTAJ…