Tag: Nowe życie

21 Maj 2018

Być na swoim miejscu

Jacek zawsze starał się i najczęściej świetnie robił to, co do niego należało. Praca wykonana, efekty są, nawet pochwały od szefa się zdarzały. Co miesiąc ustalonego dnia pensja na koncie, mieszkanie, samochód, życie na dobrym poziomie i… coraz bardziej pogłębiające się poczucie braku energii, zmęczenie, zniechęcenie, smutek, gdzieś po drodze zagubiony sens…

 

Zaraz, ale skoro mam wszystko, dlaczego źle się czuję, co jest nie tak…?

Odpowiedź brzmi: ponieważ jesteś nie na swoim miejscu.

 

Ale co za bzdury! Przecież potrafię to robić najlepiej ze wszystkich w firmie. Od lat pracuję w tej branży i ciągle słyszę, że jestem dobry. Wkładam w to mnóstwo wysiłku! Próbujesz mi odebrać zasługi i uznanie, które mi się należą?

Nie, skądże. Niczego nie próbuję Ci odebrać. W sumie to nawet mnie nie dziwi Twoje podejście. W końcu, jeśli coś robić, to robić na 100%, tak? Oczywiście, masz rację, tylko, że…

 

Kluczem jest odkrycie i zrozumienie, czym w Twoim przypadku, jest to właściwe „coś”, w co chcesz zaangażować 100% siebie.

 

Wielu ludzi, wybiera dosyć przypadkowo swoją drogę zawodową, jako osoby bardzo młode, nie mające większej samoświadomości. Inni w wyniku różnych perypetii życiowych trafiają do takiej, czy innej firmy/branży. Zaczynają pracę, w której z czasem nabierają doświadczenia i nierzadko nawet stają się w niej naprawdę dobrzy. Nie daje im ona jednak poczucia spełnienia… i z biegiem lat, zaczyna do nich docierać, że coś jest nie tak. Tracą radość, zadowolenie z pracy, czują się zniechęcone, przytłoczone rutyną, ludźmi i miejscem, do których nie pasują, znużone czynnościami, które wykonują.

 

Znasz to uczucie?

Ja znam je doskonale. Mój przypadek nie różni się od tego, wspomnianego na początku. Zacząłem pracować bardzo wcześnie. Zarówno z konieczności, jak i z pragnienia, by jak najszybciej być niezależnym. Trafiłem do branży, która mnie nie kręciła i wykonywałem czynności, które nie dawały mi satysfakcji. Ale robiłem to dobrze, ba! Często byłem najlepszy i kilka razy awansowałem. Nie tylko w pierwszej firmie, ale również w kolejnych.

Zawsze w końcu jednak czułem, że coś jest nie tak, że to nie jest moje i odchodziłem z pracy, by po chwili znaleźć… coś podobnego! Wpadałem w podobną branżę, na zbliżone stanowisko, bo podświadomie szukałem takiej pracy, do której posiadałem wymagane kompetencje i umiejętności. Nie docierało do mnie, że zmieniam tylko wagon, ale wsiadam wciąż do tego samego tramwaju.

 

I tak oto kolejny raz wpadałem w pułapkę myślenia wyłącznie kategoriami, „co umiem robić i w czym mam doświadczenie”, zamiast zająć się tym, do czego mam wrodzone predyspozycje i o czym w głębi serca zawsze marzyłem.

 

Dzisiaj już wiem, czego na pewno nie chcę robić. Zrezygnowałem z pracy, choć obiektywnie nie musiałem i mogłem tam nadal pracować. Ale czułem, że jeśli zostanę dłużej, będzie to nic innego, jak przemoc na samym sobie. Po prostu z każdym dniem traciłem energię i chęć do działania. Coś we mnie krzyczało, że dłużej już nie chcę, nie mogę, nie dam rady. Posłuchałem swojego wewnętrznego głosu i dziś wiem, że było to najlepsze, co mogłem zrobić.

 

Żadne pieniądze, ani wygoda nie są warte tego, by sprzedać za nie swoje prawdziwe JA, bezcenny czas i marzenia.

 

Wiem też, co chcę robić i idę za tym wewnętrznym głosem, choć wiele jeszcze muszę się nauczyć. Jest dużo pytań i niewiadomych, ale mam wewnętrzny spokój i poczucie, że postępuję zgodnie z tym, co podpowiada mi serce i do czego mam powołanie (nie, nie będę księdzem 🙂 ).

 

Ten wpis jest więc wyrazem rozpoczęcia nowego etapu życia i zarazem wskazuje nowy obszar, o którym będę pisał na blogu. Czyli o tym, dlaczego to takie ważne, by słuchać siebie i żyć w zgodzie z samym sobą.

 

Zapraszam Cię do rozmowy o tym w komentarzu, lub w wiadomości prywatnej. Jeśli temat jest Ci bliski i chciał(a)byś podzielić się własnym doświadczeniem, z przyjemnością wysłucham Twojej historii.

 

Przesyłam dużo dobrej energii 🙂

 

Wojciech Gębura

 

 

 

 

09 Paź 2017

Czas przestać obwiniać rodziców za trudne dzieciństwo

Nie, nie zamierzam nikogo tłumaczyć, ani bronić, ani zaprzeczać faktom. Nie o to chodzi. Chcę się zwrócić do Ciebie, osobiście. Dorastałeś w rodzinie dysfunkcyjnej i doświadczyłeś wielu paskudnych rzeczy? Ja też, więc naprawdę rozumiem. A teraz zadam Ci kluczowe pytanie:

 

Czy chcesz dalej w tym tkwić, czy zamierzasz się z tego podnieść i przeżyć jedyne życie jakie masz, w jak najpiękniejszy sposób?

 

Widzisz, to wszystko co czujesz, czego doświadczyłeś, co pamiętasz, to prawda. Ale jeśli jesteś teraz dorosłą kobietą, dorosłym mężczyzną, to tamte wydarzenia nie są już Twoją obecną rzeczywistością. One są dzisiaj tylko przeszłością, której nie da się zmienić. Tak, być może nadal czujesz ból, złość, czy gniew. Pomyśl jednak, czy chcesz do końca swoich dni pozostać w roli ofiary swojego rodzica?

 

Jeśli świadomie nie wybierzesz przejęcia odpowiedzialności za swoje dzisiejsze życie, nie zaznasz spokoju, szczęścia, uśmiechu, bliskości, nie doświadczysz prawdziwej miłości i nie będziesz miał fajnego związku.

 

Tak, rodzic, czy  też oboje rodzice skrzywdzili Cię, ponieważ sami byli wewnętrznie poranieni i nie potrafili uporać się z własnymi demonami. W efekcie wyładowali się na bezbronnym dziecku. To było złe. Nikt z nas na to nie zasłużył. Ale to już się stało i nie da się cofnąć czasu, a Ty nie jesteś już dzieckiem. Oni nie nauczyli Cię tego, jak żyć i postępować. Ale nauczyli Cię, czego nie robić i założę się, że dziś wiesz, w jaki sposób na pewno nie chcesz żyć, prawda? Powiem Ci coś jeszcze. Nie jesteś jedyną osobą, która ma podobne doświadczenia. Według różnych statystyk, nawet 40% ludzi dorastało w rodzinach dysfunkcyjnych. Ani ja, ani Ty nie jesteśmy więc aż tacy wyjątkowi, pod tym względem.

Dobrze, więc, co dalej? Na szczęście, są też dobre wiadomości.

 

Nie można zmienić przeszłości, ale możesz zmienić to, jaki będzie miała wpływ na Twoje życie dzisiaj i czym dla Ciebie będzie.

 

Czy wyłącznie raniącym wspomnieniem (a może także wymówką?), którym nieustannie będziesz żywił swój żal i gniew, tonąc w goryczy, czy też podejmiesz decyzję, by ta właśnie przeszłość, stała się powodem Twojej przemiany, rozwoju, świadomego budowania nowego, wartościowego życia.

A, gdy już się z nią uporasz, być może pomożesz jeszcze komuś innemu odzyskać swoje życie? Czy w ten sposób to, co kiedyś było bolesne, po jakimś czasie nie będzie mogło zamienić się w dobro, nie tylko dla Ciebie, ale także dla innych?

Widzisz, dziś gdy jesteś dorosły, jedyną osobą, która ma władzę zmienić Twoje życie, jesteś Ty sam. To już nie przeszłość, nie rodzice i okoliczności, tylko Ty sam decydujesz o tym, co zrobisz, jak pokierujesz swoim losem.

 

Przestań już żyć swoimi zranieniami z dzieciństwa, tamtymi wspomnieniami. Przestań już się zadręczać, rozpamiętywać i żywić negatywne uczucia do osób, które Cię skrzywdziły, bo to bardziej rani Ciebie, niż je.

 

One prawdopodobnie nawet nie zdają sobie z tego sprawy, a Ciebie to wewnętrznie zabija. Tkwienie w przeszłości niszczy Twój potencjał, optymizm, nie pozwala się rozwijać, cieszyć, mieć nadzieję, zaznać spokoju. To całkowicie bezcelowe i nikomu nie służy, a najmniej Tobie.

Uważasz, że to niesprawiedliwe, bo zostałeś skrzywdzony, a teraz musisz sam wziąć odpowiedzialność za siebie, w dodatku masz przepracować to wszystko własnym wysiłkiem i jeszcze przebaczyć tym, którzy Cię skrzywdzili? Tak, to jest niesprawiedliwe. Ale, czy życie generalnie jest sprawiedliwe? No właśnie. Więc, albo przyjmiesz to do wiadomości, zaakceptujesz i zaczniesz robić to, co możesz, by zmienić swoją sytuację, albo będziesz kolejne lata rozmyślał i użalał się nad sobą, jak bardzo zostałeś skrzywdzony, a Twoje życie będzie jednym wielkim pasmem smutku, żalu i goryczy.

 

Zostaw to już. Przejmij dzisiaj całkowitą odpowiedzialność za siebie i zwróć się całym sobą w kierunku rozwoju. Oddaj tę przeszłość Bogu. Przebacz rodzicom i zacznij wreszcie żyć. Sam zbuduj własny świat. Masz ręce i nogi, umiesz się wyżywić, potrafisz się uczyć i pracować. Wykorzystaj możliwości, które masz w tej chwili i działaj.

 

Zacznij, od zapisania sobie precyzyjnie na papierze, jakie życie chcesz prowadzić. Co chcesz robić zawodowo, w czym się realizować, jakie pasje rozwijać? A jak już będziesz miał to spisane, podtrzymuj płomień i każdego dnia dostarczaj sobie wartościowych treści, czytając książki o rozwoju, słuchając audiobook’ów, lub podcastów, oglądając motywujące filmy na Youtube i po prostu pracuj nad realizacją swojej wizji.

A jeśli czujesz, że samemu jest Ci trudno dotrzeć, ponazywać i przepracować pewne rzeczy, spotkaj się z psychologiem. On Ci pomoże. Odetnij się od wszelkich toksycznych relacji. I pracuj… dalej cierpliwie pracuj nad sobą, każdego dnia. Po chwili zauważysz, jak maleńkie codzienne zmiany, zaczną całkowicie transformować Twoje życie. Jacy pozytywni ludzie będą się w nim pojawiać, niby przypadkiem. I ani się obejrzysz, a będziesz już w innym miejscu w życiu. Negatywne emocje będą stopniowo ustępować, a w ich miejsce pojawi się wolna przestrzeń, którą będziesz mógł zapełnić dobrymi myślami i uczuciami, spokojem, radością. I odzyskasz wreszcie najważniejsze: WEWNĘTRZNĄ WOLNOŚĆ.

Tego Ci szczerze życzę!

 

Wojciech Gębura

P.S. Jeśli temat pracy nad sobą i przemiany życia po trudnym dzieciństwie jest dla Ciebie ważny, zapisz się na newsletter. Powiadomię Cię, gdy pojawi się mój kurs online do samodzielnej pracy nad sobą i będziesz mógł go kupić w niższej cenie.

 

Jeżeli chcesz podzielić się swoją opinią ze mną i innymi czytelnikami, napisz proszę komentarz poniżej.

25 Lip 2017
Potrzebujesz przewodnika

Potrzebujesz przewodnika

Gdy wyruszasz w drogę po swoje nowe życie ze świata, który był dla Ciebie nieprzyjazny, niezrozumiały, łatwo jest się pogubić i wpaść ponownie w stare koleiny. To czym nasiąkamy w dzieciństwie mocno się w nas koduje i potrafi naprawdę bardzo przeszkadzać w przemianie życia.

Kiedy zaczynałem, jako nastolatek, intensywnie szukałem wszelkich wskazówek, książek, materiałów, które mogłyby mnie nakierować, wskazać właściwą drogę, podsunąć sprawdzone sposoby postępowania, czy choćby pomóc ponazywać pewne rzeczy. Bardzo dużo czasu poświęciłem na analizowanie siebie, innych, szukanie wiedzy, sprawdzanie i studiowanie tego, co pozwoliłoby mi przemienić swoje życie. Poznać i zaakceptować siebie, obalić zaszczepione mi toksyczne schematy i odzyskać kontrolę nad tym, kim i jaki jestem.

Nie sposób jednak prawdziwie i trwale zmienić się, ani też zbudować sobie dobre i szczęśliwe życie pełne wewnętrznego spokoju, jeśli przedtem nie zagłębisz się w siebie. Najpierw należy znaleźć, dotknąć i zająć się tym, co w Tobie wymaga naprawy. A jeszcze wcześniej potrzeba szczerej akceptacji siebie, z miłością.

Skąd jednak miałem wiedzieć, jak to zrobić, gdy nie miałem pojęcia, jak ruszyć z miejsca i czym zająć się w pierwszej kolejności? Na początku nie wiedziałem nawet, czym właściwie jest to coś, co nie pozwala mi zaznać wewnętrznego spokoju, utrudnia relacje, jakikolwiek rozwój i wreszcie jest powodem głębokiego smutku i poczucia bezsensu.

Nie znalazłem wtedy żadnej książki, która byłaby dla mnie odpowiednim drogowskazem. Wszystko, co było mi potrzebne do rozwoju i przemiany życia po dorastaniu w rodzinie dysfunkcyjnej, musiałem zdobywać samodzielnie, ucząc się, testując, analizując i wciąż szukając kolejnych fragmentów układanki, by móc wreszcie zbudować z nich całość. W sumie, zajęło mi to kilkanaście lat…

Dzisiaj, widząc jak wiele jest takich osób, które jak ja dorastały w toksycznych domach, mając świadomość, jak bardzo cierpią wewnętrznie (wiem, bo sam tego doświadczałem) chciałbym się tym wszystkim z nimi podzielić.

Chcę Ci dać do ręki pewnego rodzaju przewodnik, który poprowadzi Cię z miejsca, w którym dzisiaj jesteś i wewnętrznie cierpisz, do miejsca, w którym chciałbyś się znaleźć, ale nie wiesz, jak to zrobić.

Pokażę Ci drogę do odzyskania wewnętrznego spokoju, akceptacji z miłością, wiary w siebie, szczęścia i prawdziwej radości. Do stanu, w którym Ty sam będziesz świadomie i w zgodzie ze sobą kreował swoje życie, gdzie na Twojej twarzy pojawi się uśmiech, a oczy odzyskają swój blask i będziesz patrzeć z optymizmem w przyszłość.

 

Wiem, że jest mnóstwo osób z syndromem DDA, które odnoszą wielkie sukcesy zawodowe i na zewnątrz wydają się spełnieni, pewni siebie, przebojowi i sprawiają wrażenie, jakby nie było dla nich rzeczy niemożliwych. Prawda jest jednak taka, że bez przepracowania swoich zranień, wewnątrz wciąż są bezbronnymi, płaczącymi dziećmi, które bardzo potrzebują, by je zauważyć, zaopiekować się nimi i pomóc wyjść z tej ciężkiej toksycznej skorupy, w której są uwięzieni od lat.

Chcę Ci dziś powiedzieć, że jeśli podobna sytuacja dotyczy Ciebie, to już nie musisz iść po omacku i nie jesteś z tym sam. Nie musisz, jak ja kiedyś, szukać nieustannie i działać sfrustrowany metodą prób i błędów, co zajmuje mnóstwo czasu (często naprawdę długie lata) i kosztuje bardzo dużo energii.

Mogę Ci pomóc dając sprawdzoną mapę, byś mógł dostać się w miejsce, za którym tęsknisz, i które  od zawsze na Ciebie czeka. Tak, czeka na Ciebie. Ponieważ nikt z nas nie urodził się po to, by całe życie wewnętrznie cierpieć. Przyszliśmy na świat, bo Ktoś Większy chciał, abyśmy się pojawili. Każdy z nas jest unikalną istotą i ma swoją własną, piękną historię do napisania.

Zostań więc autorem jedynej na świecie, niepowtarzalnej historii – Twojej własnej. I zrób wszystko, by była możliwie najpiękniejsza i najszczęśliwsza.

Chcę Ci w tym pomóc. Oto mój przewodnik dla Ciebie. On skróci Twoją drogę o wiele lat i zaoszczędzi Ci mnóstwo energii.

To co, ruszamy w drogę?

 

Wojciech Gębura

 

Zapisz się na listę, jeśli chcesz otrzymywać więcej podobnych materiałów.

 

 

30 Mar 2017

7 kroków do przemiany życia po trudnym dzieciństwie

1. Akceptacja i odwaga przyznania się do słabości.

To pierwszy i niezbędny element. Jeśli nie spojrzysz prawdzie w oczy i sam przed sobą nie przyznasz, że jest coś, czym trzeba się zająć, nic z tego nie będzie. Gwarantuję. Ci, którzy skutecznie i z sukcesem przepracowali swoje zranienia, czy też uporali się z jakimkolwiek wewnętrznym problemem, najpierw zdobyli się na odwagę do tego, by przyznać się do własnej słabości i zaakceptować fakt, że nie wszystko jest w porządku. I to nie ma nic wspólnego z byciem słabym. Przeciwnie, zdolność człowieka do przyznania się, że ma z czymś problem i potrzebuje pomocy, jest oznaką siły. Tylko ktoś silny będzie w stanie to powiedzieć. Słaby będzie za wszelką cenę trzymał się wersji, że nie ma żadnego problemu, choćby wszystkie fakty wskazywały, ze jest inaczej. Potrzebny jest więc ten pierwszy, podstawowy krok. Zauważenie i akceptacja. Dopiero od tego momentu zaczyna się rozwój.

 

2. Jasny cel, czyli czego chcesz?

Statek, który nie ma zdefiniowanego miejsca przeznaczenia, nigdy nie dopłynie do celu. Tak samo Ty, jeśli nie wiesz, czego naprawdę chcesz, nie spodziewaj się przełomu. Potrzebujesz jasno określonego celu i pewnego rodzaju mapy drogowej, która Cię do niego doprowadzi. Przy czym nie może to być tylko mgliste pojęcie w stylu „chcę normalnego życia”, bo co to znaczy normalne życie? Dla każdego będzie to co innego. Poświęć więc na to czas i przemyśl, jaki cel chcesz sobie postawisz. Jak chcesz się czuć i jak dokładnie ma wyglądać Twoje życie, byś kiedyś mógł sobie powiedzieć: „zrobiłem to, osiągnąłem sukces”.

I dalej, co zamierzasz robić, by iść we właściwym kierunku, a także z czego w związku z tym zrezygnujesz? Precyzyjna i klarowna wizja, zapisany na papierze cel. To kluczowe, żebyś mógł dokonać prawdziwej zmiany w swoim życiu. Pobożne życzenia zostaw dla tych, którzy tylko mówią, że chcą czegoś więcej i na tym się kończy ich droga. Ty bądź tym, który działa, a nie wyłącznie o tym opowiada. Chcesz mieć wspaniałe, szczęśliwe życie? Wspaniale. Najpierw jednak usiądź i precyzyjnie je określ.

 

3. Zrozumienie i silne wewnętrzne „Dlaczego”.

Jeśli wiesz już dokładnie jak ma wyglądać Twoje życie, bardzo ważne jest, abyś wiedział także dlaczego tego chcesz. Zapisz na papierze, używając precyzyjnych sformułowań, jakie są Twoje osobiste powody, by je odmienić. Co konkretnie chcesz osiągnąć, w danym obszarze swojego życia. Istotne jest, by były to naprawdę ważne argumenty po to, by stanowiły dla Ciebie wystarczająco mocną motywację. Świadomość i jasne ich określenie, będą dla Ciebie nie tylko motywacją, ale także zabezpieczą Cię przed pokusami, by zrezygnować, gdy nadejdą trudniejsze chwile. Wtedy zawsze będziesz mógł wrócić do swojego celu i przypomnieć sobie na nowo, dlaczego podjąłeś wysiłek pracy nad sobą. Ktoś, kto nie ma wystarczająco mocnych powodów do zrobienia czegoś, prędzej czy później podda się i nie osiągnie celu. Jeśli chcesz prawdziwej zmiany, musisz dokładnie wiedzieć DLACZEGO jej chcesz.

 

4. Prawdziwa decyzja, a nie postanowienia noworoczne.

Nie dlatego, by postanowienia noworoczne były złe. Nie w tym rzecz. Chodzi bardziej o to, w jaki sposób często się kończą. Jeśli chodzisz na siłownię, to zapewne miałeś okazję zaobserwować, że na początku roku często przybywa sporo nowych osób, które z zapałem biorą się za ćwiczenia. Na sali robi się tłoczno, aż do mniej więcej… połowy lutego. Potem ludzie zaczynają się wykruszać i stopniowo sytuacja wraca do „normy”. Z początkowego tłoku, stałymi bywalcami siłowni zostaje może kilka osób, reszta rezygnuje. Jeśli więc chcesz osiągnąć swój cel, nie możesz traktować swojego wyzwania, jako postanowienia noworocznego, w stylu „jeśli w tym tygodniu sobie odpuszczę, to nic się nie stanie”. Nieprawda, stanie się, bo to kształtuje Twój charakter i ostatecznie przesądzi o tym, czy Ci się uda, czy nie. Pokaż, że jesteś naprawdę zdecydowany. Miarą prawdziwej decyzji jest działanie.

 

5. Cierpliwość i determinacja, bez względu na koszty i potrzebny czas.

Ci, którzy osiągają swoje cele, jakiekolwiek by one nie były, mają w sobie nastawienie i pewność, że wytrzymają wszystko, co będzie konieczne, by zrealizować postawione zadanie. Wiedzą, że aby dostać się na szczyt, należy iść pod górę. Rozumieją także, że po drodze będą pojawiać się różne przeszkody i niebezpieczeństwa, ale nie jest to coś, co powoduje w nich niepokój, czy powątpiewanie. Mając tę świadomość po prostu akceptują sytuację i przygotowują się mentalnie, a także w każdy inny sposób do tego, by pokonać wszelkie przeciwności. I nie zniechęcają się, że wyzwanie rozłożone jest w czasie. Nie oczekują efektu natychmiast, ponieważ rozumieją, że wielkie rzeczy nigdy nie rodzą się z dnia na dzień. Przyjmują za to odpowiednie nastawienie, które z jednej strony zapewnia im wewnętrzny spokój, a z drugiej cierpliwa i wytrwała praca sprawia, że osiągnięcie celu staje się wyłącznie kwestią czasu. Po prostu działają dotąd, aż się uda. Określiłbym to, jako postawę „chcę i będę to miał”. Praca nad sobą, to  proces, a nie jednorazowa i natychmiastowa przemiana.

 

6. Wiara w siebie i własny sukces.

Kolejnym składnikiem, bez którego nie sposób osiągnąć czegokolwiek, jest wiara. Nie ma znaczenia, czy chodzi o wyzwania sportowe, zawodowe, czy po prostu życiowe. Wszyscy ludzie sukcesu mają tę cechę. Wierzą w siebie i są przekonani o tym, że im się uda. A każdy kolejny sukces jeszcze bardziej wzmacnia ich wiarę i pewność siebie. Mało tego, oni świadomie je budują i dbają także o to, by otaczać się pozytywnymi ludźmi. W przeciwieństwie do osób pełnych wątpliwości, obaw i otaczających się podobnymi sobie niedowiarkami. Jeśli jednak chcesz być orłem nie możesz latać z wróblami. Żaden sukces nie jest przypadkiem i nie przychodzi łatwo. Ale jednocześnie to właśnie sprawia, że jest tak cenny. Ci, którzy są skuteczni w jakimkolwiek obszarze mają silną wiarę w siebie i przekonanie, że osiągną cel. Nieuchronnie w końcu dostają swoją nagrodę.

 

7. Przekonanie, że zasługuję na szczęśliwe życie i każde dobro.

Z wiary w siebie ludzi sukcesu wynika wewnętrzne przekonanie, że zasługują na wszelkie dobro i to, by być szczęśliwym już dzisiaj. Ktoś, kto ma wewnętrzną barierę w postaci samoograniczającego myślenia na własny temat, nie będzie miał odwagi, ani siły do tego, by wyznaczać sobie wielkie cele, a tym bardziej je realizować. Dlatego zanim będzie w stanie realnie coś zrobić, musi najpierw uporać się ze swoimi przekonaniami i dostosować je w taki sposób, by były pozytywne i wspierające.

Najpierw należy więc zadbać o porządek we własnych myślach i spójność wewnętrzną, a wtedy wszelkie bogactwo zacznie pojawiać się w zasięgu. Szczęśliwe życie nie jest zarezerwowane tylko dla wybranych. To ludzie sami ograniczają sobie do niego prawo. Ci, którzy po nie sięgają, mają w sobie właściwe nastawienie i przekonania, które ułatwiają im bycie po piękniejszej, spełnionej stronie życia. Czują, że na to zasługują i wiedzą, że są na swoim miejscu.

 

Czy zatem wszystko to oznacza, że ktoś, kto dorastał w rodzinie dysfunkcyjnej i nie posiada w sobie takich cech i postaw, jest na straconej pozycji? Absolutnie nie. Prawda jest taka, że wszystkiego można się nauczyć. Możesz mieć naprawdę szczęśliwe i satysfakcjonujące życie. Dobrze czuć się ze sobą i uwolnić się od wszystkiego, co Cię przytłacza i ogranicza. Potrzebujesz jednak wiedzieć, jak to zrobić, czym się kierować.

 

Powyższe 7 punktów, to oczywiście nie wszystko czego potrzeba, by odmienić swoje życie. Chcę się z Tobą podzielić moją drogą i pokazać sprawdzone rozwiązania, które naprawdę działają. Skoro ja mogłem uporać się z trudnymi doświadczeniami i stworzyć sobie szczęśliwe, spełnione życie pomimo dorastania w rodzinie dysfunkcyjnej, to znaczy, że Ty też możesz. Oto moja książka, dzięki której dowiesz się, jak mi się to udało. Zapraszam serdecznie i trzymam kciuki! KLIKNIJ TUTAJ…

 

31 Paź 2016

Jak pomagać, by nie robić krzywdy

W tytule tylko pozornie jest sprzeczność. Wiele razy pomagamy komuś kierując się dobrą intencją, ale nie zastanawiamy się, czy sposób i środki są rzeczywiście odpowiednie, oraz jaki będzie skutek naszego działania.

 

Jaki jest cel pomagania?

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? To nie jest głupie pytanie. Pomyśl, dlaczego komuś pomagasz. Jaki rezultat chcesz osiągnąć, by stwierdzić, że to była właściwa i skuteczna pomoc. Czy pomoc ma być stałym działaniem, polegającym na wspieraniu kogoś w kłopocie, jednocześnie przez to utrzymując go w dołku, bez impulsów i narzędzi umożliwiających mu wyjście na prostą?

Czy dając pieniądze żebrakowi, który co niedziela stoi pod kościołem rozwiązujesz jego problem? Nie, bo nie da się zapełnić pieniędzmi dziurawego worka, dosypując wciąż więcej i więcej. Najpierw trzeba załatać dziurę. Podobnie jest z człowiekiem. Nie rozwiążesz jego permanentnych problemów z pieniędzmi, za pomocą pieniędzy, bo przyczyna leży gdzie indziej. W głowie, w mentalności, przekonaniach, nawykach, sposobie działania, rodzaju i jakości podejmowanych decyzji.

Dobrym sposobem weryfikacji prawdziwych intencji osoby proszącej na ulicy o pieniądze, jest zaproponowanie jej pracy. Zrobiłem to nie raz i reakcje były za każdym razem podobne. Te osoby natychmiast się wycofują, stają się zmieszane i zaczynają szybko wymyślać historię, dlaczego ich zdaniem są niezdolne do jakiejkolwiek pracy. To szybko pozbawia złudzeń.

Celem prawdziwej pomocy jest uzdolnienie człowieka do właściwego, samodzielnego funkcjonowania i trwałego wyjścia z dołka, w którym się znalazł.

Oczywiście nie mówię tutaj o ludziach ciężko chorych, dla których pomoc siłą rzeczy musi ograniczyć się wyłącznie do łagodzenia cierpienia, w sytuacji, gdy nie mają możliwości odzyskania zdrowia.

 

Jak działa pomoc socjalna

Czy trafia tylko do właściwych osób? Niestety nie. Chyba każdy z nas ma w swoim otoczeniu kogoś, kto z niej korzysta, a nie powinien. W pewnym sensie, państwo więc rozdaje nasze wspólne pieniądze ludziom oczekującym takiej pomocy (naturalnie nie mam tu na myśli osób naprawdę niezdolnych do pracy, chorych, niepełnosprawnych), przez co generuje rzesze, które po mistrzowsku potrafią dostosować się do ustalonych kryteriów, by zgarnąć maksymalną kwotę wsparcia. Uczą się w ten sposób, że nie muszą pracować, bo mogą liczyć na „darmową” pomoc państwa.

Efekt? Ludzie, którzy są w stanie i mogliby pracować budując własny dobrobyt, a przy okazji charakter, za pośrednictwem państwa stają się utrzymankami innych osób, które pracują, płacą podatki i dają coś z siebie społeczeństwu. Przy czym, im więcej przybywa takich „potrzebujących”, tym więcej pieniędzy pompuje się w system, by im „pomóc”, co generuje jeszcze większe wydatki. Błędne koło.

Tutaj dochodzi jeszcze jedna kwestia. Do takiej sytuacji przykładają rękę te osoby, które są łase na obietnice socjalne polityków i z tego powodu na nich głosują. Jednocześnie obie strony nawzajem się oszukują. Politycy mówiąc, że zrobią coś dobrego dla obywateli (zamiast tego zadłużając państwo na potęgę, co będą musiały spłacać jeszcze nasze dzieci), a ludzie twierdząc, że naprawdę są potrzebujący i bez pomocy państwa sobie nie poradzą. Skutek jest taki, że dług rośnie, a społeczeństwo się psuje. Pytanie: czy to jest właściwa i skuteczna pomoc? Komu, w czym tak naprawdę pomaga i czy rozwiązuje prawdziwy problem?

 

Co z pomocą międzyludzką

Wszyscy miewamy okresy życiowych turbulencji i czasem lądujemy w sytuacji nie do pozazdroszczenia. To jest naturalne. Dopóki żyjemy, będziemy doświadczać rzeczy dobrych i złych. Warto to przy okazji podkreślić, bo niektórzy chcieliby przejść całe życie suchą stopą i nie brudząc sobie rąk, ale tak się nie da. I może całe szczęście, bo trudne doświadczenia często uczą najwięcej. Dobrze, więc co w sytuacji, gdy ktoś znalazł się w dołku, z którego nie potrafi się wydostać?

Każdy czasami potrzebuje wsparcia, pomocy, pokazania jak sobie z danym problemem poradzić. Nie jesteśmy cyborgami, tylko ludźmi i wszystkim nam zdarzają się momenty kryzysowe. Warto wtedy mieć kogoś, na kogo można liczyć i samemu też być taką osobą dla innych. Trzeba jednak zrobić pewne rozróżnienie. Inaczej bowiem należy traktować ludzi, którzy po otrzymaniu wsparcia, podejmują wysiłek i pracę nad poprawą swojej sytuacji, a tymi, którzy tylko wysłuchają, po to, by za tydzień przyjść z powrotem opowiedzieć tę samą historię, w międzyczasie nie robiąc nic… Można zaoferować człowiekowi darmowy przejazd autobusem, ale on pozostanie na przystanku, jeśli nie podniesie się z miejsca i nie zrobi kilku kroków, by do tego autobusu wsiąść.

Uważam, że podobnie jak w przypadku pomocy materialnej, nie warto i nie należy pomagać osobom, które mówią, że coś im przeszkadza, ale nie chcą podjąć żadnego działania, by tę sytuację naprawić. Narzekają, lecz nie wykonują najmniejszego wysiłku. Jeśli jest mi z czymś źle, to szukam sposobu, jak sobie pomóc i robię to, a nie opowiadam w kółko, jaki to jestem biedny. Surowe? Nie. Skuteczne.

Jeśli akurat teraz stoi przed Tobą jakieś życiowe wyzwanie, zrób test. Usiądź i codziennie przez tydzień poużalaj się nad swoim losem. Mów i narzekaj tak dużo, jak chcesz. Obserwuj przy tym swoje uczucia, sposób myślenia i energię życiową. Na koniec zapisz, co w tym czasie zmieniło się w Twoim życiu (założę się, że lista nie będzie długa). Następnie, w kolejnym tygodniu, codziennie zrób coś w kierunku zmiany swojej sytuacji. Zaplanuj i działaj, każdego dnia. Nawet jeśli popełnisz błąd, będziesz przynajmniej wiedział, co się nie sprawdza i czego więcej nie robić. Tym razem również obserwuj swoje zachowanie, uczucia, poziom i rodzaj energii, jaką w sobie czujesz. W którym przypadku widzisz rezultaty i masz poczucie bycia sprawczym, a w którym czujesz się ofiarą okoliczności?

 

Dlaczego konsekwencje są nam potrzebne

Znam przypadek osoby, która nie potrafi powstrzymać się od podejmowania głupich decyzji, na przykład: jeśli picie alkoholu, to tylko na umór. Z kolei innym razem, jest to korzystanie z tak zwanych miękkich narkotyków, po których robi jeszcze głupsze rzeczy, typu kradzieże w sklepach. Przez długi czas, za każdym razem był wyciągany przez rodzinę i kolegów z tarapatów, w które sam się wpakował. Dorosły mężczyzna nauczył się grać rolę skruszonego biednego chłopca, czym kupował sobie kolejne szanse. Następnie, po okresie krótkiej przerwy robił dokładnie to samo, za każdym razem jednak przekonując, że tym razem to zupełnie inna sytuacja i pchnęły go do tego wyjątkowo skomplikowane okoliczności. I znów niezawodnie mógł liczyć na asekurację i ratunek ze strony tych osób, które bardzo długo wierzyły, że robią dobrze.

Jaki jest efekt takiej „pomocy”?

Czy Twoim zdaniem, fakt, że ten człowiek nigdy nie doświadczył na własnej skórze konsekwencji swego działania np. kradzieży, będzie czynnikiem, który powstrzyma go przed podobnymi zachowaniami w przyszłości? Absolutnie nie. Taka sytuacja jeszcze bardziej rozzuchwala i luzuje hamulce, zachęcając do coraz śmielszych poczynań, bo przecież i tak „znów mi się uda”.

Jedyną rzeczą, która mogłaby radykalnie zmienić jego sposób myślenia, jest pozwolenie mu doświadczyć wszystkich konsekwencji własnych decyzji. Skoro upijasz się do nieprzytomności, nieuchronnie będziesz miał kaca. Jeśli kradniesz, bądź pewien, że trafisz do więzienia. Tylko taka rzeczywistość może coś zmienić w człowieku przesiąkniętym szkodliwym schematem, który przyzwyczaił do tego, że nieważne co zrobi, i tak za każdym ktoś wyciągnie go z tarapatów.

 

Chronienie kogoś przed konsekwencjami jego własnych decyzji, jest robieniem mu krzywdy.

 

Niewłaściwa pomoc demoralizuje

Podsumowując, można i warto pomóc człowiekowi, gdy widać, że faktycznie sam także robi coś w kierunku zmiany swojej sytuacji i stara się o trwałą poprawę. Ale jeśli za każdym razem będziesz spieszył z pomocą komuś, kto wciąż podejmuje nieodpowiedzialne, głupie decyzje, to nie tylko w ten sposób mu nie pomagasz, ale wręcz go demoralizujesz. Bo nie dajesz mu szansy nauczenia się czegoś, oraz możliwości poczucia impulsu do zmiany niewłaściwego zachowania.

Jeśli robię źle wiedząc o tym, ale mimo to nadal to robię, bo wiem, że i tak przyjdziesz mi z pomocą, więc uniknę konsekwencji, to znaczy, że po prostu Cię wykorzystuję. Beztrosko wciąż na nowo stawiam na krawędzi różne obszary swojego życia i stale angażuję Cię w kolejne „akcje ratunkowe”, często narażając także na różnego rodzaju koszty.

Czy ktoś, kto może ale nie chce pracować, ma prawo domagać się, by go utrzymywać? Uważam, że nie. Tak samo człowiek, który wciąż robi źle, pomimo, że wie o tym, nie ma prawa wymagać, by ktoś inny wstawiał się za nim i pomagał mu unikać konsekwencji jego własnych złych decyzji.

 

A jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Jeśli podoba Ci się ten artykuł, wpisz swój adres email poniżej i zapisz się na listę.

 

02 Paź 2016

21 kroków do wewnętrznej harmonii i szczęśliwego życia

1. Zaakceptuj siebie i swoją przeszłość.

Możesz się rozwijać jedynie wtedy, gdy wiesz kim jesteś, jakie są Twoje korzenie i pogodzisz się z tym, czego doświadczyłeś. Co nie znaczy, że masz usiąść i użalać się. Przeciwnie, pracuj nad sobą i rozwijaj się, cały czas mając kontakt z własnymi uczuciami. Przyjmij siebie, zaakceptuj swoje doświadczenia i wybierz jakie znaczenie im nadasz. Staną się tym, czym zdecydujesz, że mają być.

 

2. Jeśli czujesz, że masz nieprzepracowane doświadczenia, zajmij się nimi, by odzyskać wewnętrzną wolność.

Zamiatanie śmieci pod dywan, to kiepskie wyjście. Trudniej jest otwarcie zająć się tym, o czym wolałbyś zapomnieć, lecz to jedyne konstruktywne podejście, jeśli chcesz być naprawdę wolny wewnętrznie. Na pewno wiesz, jak potrafią umęczyć wyrzuty sumienia. Z nieprzepracowanymi problemami jest podobnie. Miej odwagę i staw im czoła. Pozbądź się wszystkich trupów ze swojej szafy. Poczujesz ogromną ulgę i niesamowitą wolność.

 

3. Odpuść sobie zabieganie o uwagę ludzi, którzy nie interesują się Tobą.

Postanów sobie przestać zabiegać o relacje, o które tylko Ty dbasz, a druga strona ma je „w poważaniu”. Zamiast tracić energię na ludzi, dla których nie jesteś ważny, zacznij ich ignorować. Zaoszczędzisz sobie mnóstwa rozczarowań, sił i sporo czasu, który będziesz mógł poświęcić tym właściwym osobom, lub wykorzystać go na robienie rzeczy, które naprawdę kochasz. Będziesz też o wiele zdrowszy i poprawi się Twoja samoocena. Nie wiadomo, może ktoś, kto dotąd miał Twoją uwagę i nagle ją straci, coś dzięki temu zrozumie?

 

4. Nie przejmuj się sprawami, na które nie masz wpływu.

Pogoda, wielka polityka i inne tego typu rzeczy, którymi się przejmujemy. I co z tego wynika? Absolutnie nic. Poza tym, że zajmowanie się sprawami, które są poza Twoim zasięgiem odbiera Ci energię, psuje nastrój i pozbawia poczucia wpływu na sytuację. Zrezygnuj z tego. Nie bierz sobie do głowy żadnych takich rzeczy. Nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. Pada deszcz? Ok, to znaczy, że przyda się parasol. Tyle, i tylko tyle. Poświęcaj swoją energię i czas wyłącznie na sprawy, na które masz wpływ i podejmuj działania tam, gdzie dadzą one rezultat. Naucz się rozróżniać rzeczy, z którymi możesz coś zrobić, od tych, które trzeba jedynie przyjąć do wiadomości, ponieważ nie znajdują się w Twojej strefie wpływów i nie marnuj energii na te drugie.  Zwróć także uwagę, czy przypadkiem nie zaśmiecasz sobie umysłu negatywnymi newsami, oglądając programy informacyjne. Jeśli tak, świadomie ogranicz sobie napływ takich „pilnych” wiadomości, z którymi nic nie możesz zrobić. Szkoda Twojego zdrowia, głowa to nie śmietnik.

 

5. Zawsze znajdź czas na swoje pasje i rzeczy, które sprawiają, że się uśmiechasz.

Praca jest ważna, obowiązki domowe również. Nie pozwól jednak, by Twoje życie stało się wyłącznie jednym wielkim obowiązkiem. Znajduj czas na to, co koi Twoją duszę i sprawia, że pojawia się uśmiech na twarzy. Jeśli jeszcze nie próbowałeś, zacznij planować sobie stały czas na swoje pasje, momenty wyciszenia, sport, spacery, czytanie książek, cokolwiek, co Cię uszczęśliwia. Będąc przemęczonym, sfrustrowanym i pochłoniętym w całości jedynie przez obowiązki, nie będziesz szczęśliwy i nie dasz szczęścia innym. Żaden samochód nie zajedzie daleko, bez tankowania co jakiś czas. Dostarczaj sobie regularnie własnego paliwa, dobrej energii czerpanej z tego, co kochasz.

 

6. W każdym doświadczeniu szukaj nauki dla siebie.

W życiu nie ma porażek, są tylko lekcje. Nie bój się popełniać błędów, bo taki strach paraliżuje i jest gwarancją, że niczego nie osiągniesz. Popatrz jak zachowuje się małe dziecko, gdy uczy się chodzić i rób podobnie podejmując własne wyzwania. Dziecko kompletnie nie przejmuje się, że upadło. Po prostu wstaje i próbuje znowu. Coś Ci się nie udało? Przeanalizuj, co dokładnie nie zadziałało i popraw to, następnym razem robiąc lepiej. Pamiętaj też, że czasami największym darem jest nie otrzymać tego, czego się pragnie. A jeśli otrzymałeś potężny cios od życia, nie miałeś wpływu na to, co się stało i czujesz się z tym źle, przejdź do punktu 8.

 

7. Bądź wdzięczny. Doceniaj dobrych ludzi wokół siebie i to, co masz.

Wiesz, co odróżnia ludzi sukcesu od tych, którzy cierpią niedostatek? Między innymi fakt, że Ci pierwsi mają świadomość, jak wiele już mają w życiu i potrafią być za to wdzięczni. Skupiając się na dobrych rzeczach i obfitości, dostają ich więcej. W przeciwieństwie do drugiej grupy, która koncentruje się na tym, czego im brakuje, wszędzie zauważa niedostatki i biedę, powiększając w ten sposób własny ból. Masz dach nad głową, masz co jeść, w co się ubrać, jesteś zdrowy i sprawny? Jesteś więc o wiele bogatszy i szczęśliwszy od ludzi, którzy dzisiaj żyją na terenach, gdzie toczy się wojna. Każdego dnia bądź wdzięczny i podziękuj Bogu za to, kogo i co masz wokół siebie. Już sama ta pozornie niewielka zmiana myślenia sprawi, że poczujesz się o wiele lepiej.

 

8. Ufaj, że wszystko jest po coś.

W naszym życiu nie ma czegoś takiego, jak przypadek. Także ludzie pojawiają się w nim z konkretnych powodów. Jeśli wydarzyło się coś, przeciwko czemu masz ochotę się zbuntować, poczekaj… odpuść. Pozwól sobie na chwilę złości, rozczarowania, czy gniewu. Ale nie śpiesz się z interpretowaniem tego, co właśnie się wydarzyło. Czasami potrzeba czasu, by zobaczyć wszystko z właściwej perspektywy, z dystansu. Ktoś powiedział, że nasze życie jest jak gobelin. Bywa, że na siłę próbujemy wbić igłę w jakimś miejscu i nie dajemy rady, a ona po prostu tam nie pasuje. Tylko my tego wtedy nie wiemy, ponieważ tkamy będąc z drugiej strony i nie widzimy obrazka. Dopiero później jesteśmy w stanie dostrzec, że to musi być właśnie tak, a nie inaczej.

 

9. Wierz w siebie.

Wzmacniaj siebie i wierz w swoje możliwości. Gromadź dobre doświadczenia, zapisuj sytuacje, gdy świetnie sobie poradziłeś i buduj własną bibliotekę dobrych odniesień. Będziesz miał gdzie sięgać w chwilach słabości, a dzięki Twojej wypróbowanej w boju skuteczności, będzie Ci o wiele łatwiej wierzyć w siebie. Wiarę można zbudować i rozwijać. Wiele drzwi otworzy się przed Tobą, jeśli będziesz szedł z pewnością i wiarą w to, że Ci się uda. Bądź tym, który wierzy w siebie, a swoją postawę opiera o silne przekonania, które zostały wielokrotnie potwierdzone w różnych sytuacjach. Ciekawe jest to, że w miarę rozwijania wiary w siebie, wciąż przesuwa się granica Twoich możliwości i zaczynasz coraz śmielej planować, sięgać odważniej i więcej zdobywać, co z kolei jeszcze bardziej wzmacnia wiarę i napędza cały mechanizm. Tak do końca jeszcze nie wiesz, co jesteś w stanie osiągnąć, więc uwierz w siebie i działaj z rozmachem.

 

10. Uśmiechaj się do siebie i innych ludzi.

Gdy zaakceptujesz siebie, będziesz umiał uśmiechać się do siebie w lustrze. Także innym ludziom chętnie wyślesz uśmiech, tak po prostu, bez powodu. Uśmiechając, rozluźniamy się, uspokajamy, stajemy się bardziej otwarci i pewniejsi siebie. Oprócz tego, wydajemy się bardziej atrakcyjni i zadowoleni z życia, co przyciąga do nas pozytywnych ludzi. Uśmiech nic nie kosztuje, a może rozjaśnić Twoją i czyjąś twarz na cały dzień. No i oczywiście ma jeszcze jedną ważną zaletę – uśmiechanie się, jest zaraźliweJ

 

11. Odetnij się od toksycznych relacji.

Do tego, by się rozwijać, absolutnie konieczne jest zerwanie wszelkich toksycznych relacji i odcięcie się od negatywnych ludzi. Jedno zgniłe jabłko, z czasem zepsuje wszystkie owoce. Miej świadomość, że toksyczni ludzie, tak zwane wampiry emocjonalne, to często świetni manipulatorzy i możesz mieć sporą zagwozdkę, by zdemaskować taką osobę. Ale jest coś, co Cię nakieruje. Jeśli masz do czynienia z toksycznym człowiekiem, po każdym spotkaniu z nim będziesz czuł się gorzej. Twoje poczucie wartości będzie osłabione, gorszy nastrój i dziwny ciężar na sercu, chociaż możesz nawet nie być w stanie określić, dlaczego ta osoba tak na Ciebie działa. Unikaj negatywnych osób za wszelką cenę, bo niepostrzeżenie będą ciągnąć Cię w dół. Otocz się tymi, którzy w Ciebie wierzą, dodają otuchy, wspierają, śmieją się razem z Tobą i masz pewność, że jesteś dla nich ważny.

 

12. Traktuj poważnie swoje wartości i bądź im wierny.

Jeśli jeszcze nie masz spisanych na papierze swoich wartości, zachęcam Cię, byś to zrobił. Już samo ich określenie i nadanie im hierarchii będzie dla Ciebie interesujące. Mając już ustalone, co jest dla Ciebie ważne, a z czego za nic nie zrezygnujesz, staraj się żyć tak, abyś nie musiał sobie potem niczego wyrzucać. Wszystkim nam zdarza się czasami zrobić coś, czego żałujemy i mamy kaca moralnego. Ważne, by odrobić lekcje i wiedzieć dokładnie, co jest, a co absolutnie nie jest zgodne, z tymi wartościami, które przyjęliśmy jako własne, a potem starać się postępować właściwie w każdej sytuacji. Bez względu na to, czy ktoś nas w danym momencie widzi, czy nie.

 

13. Regularnie się ruszaj.

Nie ma znaczenia, czy to będzie bieganie, siłownia, piłka nożna, rower, czy pływanie. Zbuduj sobie nawyk, by przynajmniej dwa – trzy razy w tygodniu solidnie poćwiczyć tak, by się zmęczyć. Oprócz tego, że spalisz wszystkie negatywne emocje, to jeszcze zapewnisz sobie regularną dawkę hormonów szczęścia. Wysiłek fizyczny, to naprawdę cudowny lek na smutki i różne inne bolączki duchowe i cielesne. Zapomnisz, co to znaczy obniżenie nastroju. Poza tym ćwicząc będziesz lepiej wyglądał, co przekłada się na większą atrakcyjność dla płci przeciwnej, ale także na Twoją własną samoocenę. A im lepiej będziesz myślał o sobie, tym bardziej będziesz siebie lubił. Wzrośnie także Twoja odwaga, chęć podejmowania wyzwań i skuteczność w działaniu. No i oczywiście w miarę rozwoju, wykształcisz sobie jeszcze jedną cechę, nie do przecenienia: wytrwałość. A ta przydaje się w każdej dziedzinie życia, jak żadna inna.

 

14. Jak najczęściej obcuj z przyrodą.

Natura ma w sobie coś magicznego. Jeśli stałeś kiedyś na szczycie góry i patrzyłeś na otaczający Cię widok, to wiesz o czym mówię. Ale nawet bez spektakularnych krajobrazów przebywanie na łonie natury ma na nas zbawienny wpływ. Zawsze możesz pójść do lasu, albo pojechać nad jezioro, by nacieszyć zmysły pięknem i bogactwem przyrody, którego nie zauważamy, nieustannie gdzieś się spiesząc. Nie wiem jaki Ty masz sposób, ale mnie fenomenalnie wycisza spacerowanie po lesie, z dala od wszelkiej cywilizacji. Taka ucieczka od naszego pędzącego świata, do wyciszonego i spokojnego świata przyrody. To jest jak lek, dostępny dla każdego.

 

15. Znajdź czas, by się zatrzymać i pobyć w ciszy sam ze sobą.

Możesz to zrobić na przykład gdzieś w plenerze, gdzie nikt nie będzie Ci przeszkadzał, albo we własnym domu. Miejsce nie jest najistotniejsze. Ważne, byś regularnie spotykał się sam ze sobą. Bo nie wystarczy być sobą. Trzeba jeszcze być ze sobą. Miej często takie chwile dla siebie, by się wyciszyć, pomyśleć, porozmawiać ze swoim wewnętrznym dzieckiem, podjąć właściwą decyzję. Nie jest sztuką przeżyć życie na autopilocie, bez kontaktu z samym sobą. Sztuka polega na tym, by żyć i wybierać świadomie. A rozwój i świadomość lubią ciszę.

 

16. Dbaj o siebie. Zdrowie nie jest gwarantowane, ani dane raz na zawsze.

Bardzo łatwo o tym zapominamy. Jestem zdrowy, to przecież naturalne, tak? Ano niekoniecznie… Niedawno miałem pewną niespodziankę zdrowotną, która sprawiła, że przez tydzień nie byłem w stanie samodzielnie funkcjonować. Jakiż byłem szczęśliwy, gdy pierwszy raz udało mi się samemu wyjść na dwór i zrobić niewielkie zakupy! Nigdy wcześniej nie doceniałem tak bardzo swojego zdrowia i samodzielności, jak teraz, gdy na chwilę je straciłem. Niesamowite, bo na co dzień to jest coś, czego po prostu nie zauważamy. Żyjemy, jakby zdrowie nam się należało i najzwyczajniej w świecie „ma być”. W sekundę można przekonać się, że nic nie jest gwarantowane i nagle można stracić wszystko. Dlatego szanuj siebie, dbaj o zdrowie i miej świadomość, że nic nie jest Ci dane na zawsze.

 

17. Jeśli czujesz, że chcesz robić w życiu coś innego, po prostu zacznij to robić.

Nie odkładaj niczego na później, nie wiesz ile czasu jeszcze Ci zostało. Może to brzmi bardzo serio, ale czy nie tak jest? Przecież nie dostajemy listu z informacją „przygotuj się, bo za dwa tygodnie masz wycieczkę na tamten świat”. Masz marzenie? Świetnie. Zapisz je na papierze, najlepiej teraz i zacznij je realizować. Nie czekaj na „właściwy czas”. Nie ma czegoś takiego. Nigdy nie będzie właściwego czasu, bo ten stwarza się samemu, poprzez działanie, a nie bierne oczekiwanie „na znak”. Jeśli zawsze chciałeś być przewodnikiem turystycznym, a z jakiegoś powodu utknąłeś na stanowisku księgowego i dusisz się w czterech ścianach, dowiedz się jak zdobyć potrzebne uprawnienia i po prostu zacznij to robić. Zrealizuj swoje marzenie. Pamiętaj, że na końcu żałujemy bardziej nie tego, co zrobiliśmy, ale tego, na co nigdy się nie odważyliśmy. Działaj.

 

18. Myśl i mów o sobie wyłącznie dobrze.

Zwracaj uwagę na to, w jaki sposób wypowiadasz się o sobie. I nie tylko do innych ludzi, ale przede wszystkim, do siebie. Myśl i mów o sobie, jakbyś mówił o kimś, kto jest Ci bliski i drogi. Unikaj krytykowania i nie bądź dla siebie surowy. Jeśli czujesz, że w czymś zawiodłeś, zamiast się biczować, po prostu powiedz, następnym razem zrobię to lepiej i faktycznie tak zrób. Słowa mają potężną moc. Zdarzyło Ci się kiedyś, że ktoś jednym zdaniem podniósł Cię na duchu tak, że poczułeś nagły przypływ siły, jakby wyrosły Ci skrzydła? A odwrotnie, że jednym słowem, zgasił w Tobie wolę walki, skruszył wiarę, podkopał pewność siebie? Jestem pewien, że doświadczyłeś tego, przynajmniej raz w życiu. Dlatego bądź swoim najlepszym przyjacielem i hojnie udzielaj sobie wsparcia w każdej sytuacji. Unikaj negatywnych sformułowań pod swoim adresem. Zamiast tego dodawaj sobie sił pozytywnymi afirmacjami i używaj tylko słów budujących i pomagających Ci się rozwijać.

 

19. Zrezygnuj z zajmowania się tym, co inni o Tobie myślą.

To co ludzie myślą na Twój temat, to nie Twoja sprawa. Pozwól im się głowić, oceniać i szufladkować Cię w swoim ciasnym myśleniu. Tyle mogą. Najczęściej oceniają innych przepuszczając wszystko przez filtr własnych przekonań, doświadczeń i swojego systemu wartości. Wynik końcowy ma więc niewiele wspólnego z Tobą i rzeczywistością. Poza tym, czy któraś z tych osób mogłaby umrzeć zamiast Ciebie, gdybyś o to poprosił? Nie sądzę. Skoro więc nie mogą za Ciebie umrzeć, nie pozwól im też za Ciebie żyć. Rób swoje, bądź sobą i żyj tak, jak chcesz. Dopóki nikogo nie krzywdzisz, nikt nie ma prawa się wtrącać. Nie zawracaj sobie głowy zastanawianiem się, co kto o Tobie myśli. Ciesz się życiem, tym kim jesteś i bądź szczęśliwy, bez względu na opinie innych ludzi.

 

20. Przebacz.

Uwolnij się od ciężaru, który nosisz. Przebacz wszystkim, wszystko. Nie dlatego, że na to zasługują, ale po to, byś Ty mógł być wewnętrznie wolny i abyś odzyskał spokój. To jest bezcenne. Chowanie urazy bardziej rani Ciebie, niż osobę, do której ją żywisz. Dla własnego dobra, wybacz każdemu. Uwolnij się od tego ciężaru na sercu i odzyskaj wolność. A jeśli Ty zawiniłeś, zdobądź się na odwagę, idź i pojednaj się z tą osobą. W jednej chwili poczujesz się tak lekko, jakbyś mógł latać. Zdejmiesz ciężki kamień ze swoich ramion i ulżysz drugiemu człowiekowi, a dodatkowo zyskasz szacunek.

 

21. Kochaj.

Życie bez miłości jest nic nie warte. Każdy jej szuka i potrzebuje. Dlatego wkładaj serce we wszystko co robisz i kochaj ludzi. Doceniaj i szanuj swoją partnerkę, czy partnera. Okazuj jej miłość, także w drobnych gestach, spojrzeniu, czułościach. Mów jej o tym, że ją kochasz. Nie zakładaj, że to oczywiste. Bycie z kimś, kogo kochasz i kto kocha Ciebie jest wielką wartością. Pomyśl o tym, jakim szczęściarzem jesteś. Ciesz się tym, że masz przy sobie taką osobę i bądź dla niej wymarzonym partnerem. Kłóćcie się, ale nigdy za długo nie milczcie. Życie jest krótkie i nieprzewidywalne. Kochaj je i kochaj ludzi. Żyj szczęśliwie i zarażaj innych dobrą energią.

 

Jeśli podoba Ci się ten artykuł, wpisz swój email i zapisz się na mój newsletter. Zapraszam także do polubienia strony DNA Sukcesu na Facebook’u – kliknij tutaj.

21 Wrz 2016

Dlaczego mówienie o sobie „Jestem DDA” jest błędem

Wcale nie chodzi tutaj o wypieranie, czy zaklinanie rzeczywistości, tylko o to, że mówiąc o sobie w ten sposób, wysyłasz swojej podświadomości wiadomość – jestem wadliwy. Przyklejasz sobie etykietkę. A skoro jesteś z gruntu „niepełnowartościowy”, to znaczy, że nie można z tym nic zrobić, prawda? Nieprawda.

 

Syndrom DDA, to nie jest nieuleczalna choroba, z którą musisz męczyć się do końca życia. Przeciwnie, możesz się z nim uporać, ponieważ jest to efekt określonych doświadczeń, a nie trwała i nieusuwalna cecha danej osoby.

 

Można dokonać diametralnej zmiany dzięki wytrwałej pracy nad sobą, właściwej wiedzy, poszerzaniu świadomości i czasami oczywiście terapii. Tylko czasami? Tak, terapia nie zawsze jest konieczna i rożne też mogą być jej rodzaje. Nie każdy jej wymaga, bo nie każdy doświadczył tych samych dysfunkcjonalnych zachowań i zranień w jednakowym stopniu, czy też miał te same wzorce. Ponadto nie wszyscy mają identyczny poziom odporności psychicznej. Dlatego mimo, że pewne wyrządzone szkody są wspólne dla dorastających w rodzinach dysfunkcyjnych, to stopień w jakim dotknęły one poszczególne osoby, jest zawsze inny. Nie ma dwóch identycznie doświadczonych ludzi, w sensie jednakowego odczuwania i skutków, nawet wśród rodzeństwa, które wyrosło w tym samym domu. Wszyscy czujemy podobnie, ale jednocześnie każdy odczuwa i reaguje inaczej.

 

Dlaczego o tym piszę, czy nie jest to tylko wywód bez znaczenia na temat szczegółu, jakim jest określenie „jestem DDA”, czy też „jestem DDD”? Nie, nie jest. Z prostej przyczyny (chociaż większość ludzi wydaje się nie zdawać sobie z tego sprawy). Chodzi o to, że nasza podświadomość nie zna się na żartach. Wystarczy, że powtórzysz z przekonaniem, nawet tylko kilka razy jakieś słowa o sobie, a Twoja podświadomość zacznie je traktować, jako prawdę. W tym przypadku negatywnie zaprogramujesz siebie. I to nie jest błahostka, ponieważ zaczniesz wierzyć, że rzeczywiście tak jest. A jeśli uwierzysz, że jesteś, w jakimś sensie niepełnowartościowy, ułomny, to będziesz doświadczał skutków takiego postrzegania we wszystkich obszarach swojego życia. Twoje przekonania znajdą odzwierciedlenie w sposobie myślenia, pewności siebie (a raczej jej braku), w rodzaju i jakości wyznaczanych sobie celów, podejmowanych decyzji, wyzwań, w relacjach damsko – męskich, w poziomie skuteczności w pracy. Wpadniesz w pętlę, z której nie wyjdziesz, dopóki nie zobaczysz siebie i swoich doświadczeń z przeszłości, w zupełnie innym świetle. Dopóki nie zyskasz świadomości, nie będziesz w stanie nic z tym zrobić. Ponieważ problem będzie cały czas ukryty w Tobie, niezauważalnie działając w tle. A w psychologii nienazwane, nie istnieje.

 

Co więcej, osoby, które wzięły sobie do serca, że „są DDA”, to czasami Ci, którzy całymi latami chodzą na terapię, mimo, że już dawno mogliby zacząć funkcjonować bez takiej pomocy. Jednak, tak bardzo przyzwyczaiły się do tego, że „potrzebują wsparcia”, że już nie umieją inaczej. A czy to na pewno jest celem terapii? Wciągnąć człowieka w machinę, z której nigdy się już nie wydostanie? Oczywiście, że nie.

 

Mówienie o sobie „Jestem DDA” jest szkodliwe i stanowi pułapkę mentalną. To realna przeszkoda w rozwoju, a nie tylko nic nie znaczące określenie.

 

Tak zwany syndrom DDA, czy DDD jest stanem, w który wchodzi się na skutek doświadczenia dorastania w rodzinie, gdzie jakieś obszary i relacje były nieprawidłowe. Gdzie były uzależnienia, przemoc, porzucenie i inne negatywne przeżycia. Ale to wcale nie oznacza, że doświadczając ich, automatycznie stajesz się ułomny, w jakiś trwały sposób i jesteś całkowicie bezradny. Raz na całe życie złamany, oznaczony etykietką i pogrzebany. Absolutnie nie musi tak być! Możesz odzyskać siebie i odbudować to, co dysfunkcyjne środowisko w Tobie zepsuło, co Ci odebrano. To nie Ty jesteś niepełnowartościowy, czy zły. To Ciebie zraniono. I nie ma w tym Twojej winy. Nikt nie rodzi się skazany na porażkę, ani bezwartościowy. Nikt z nas także nie wybrał sobie rodziców, ani domu, w którym przyszedł na świat i dorastał. Urodziłeś się, jako biała, czysta kartka i dopiero później ukazała się na niej treść. Pojawiłeś się, jako ważna i unikalna istota, której niczego nie brakuje. W dniu kiedy uwierzysz, że byłeś i jesteś pełnowartościowym człowiekiem, który zasługuje na każde dobro, na to, by być szczęśliwym, kochać i być kochanym, zacznie się Twoja przemiana.

 

Jednak, by nie sabotować własnego rozwoju, już dzisiaj podejmij decyzję, aby mówiąc o sobie, nie używać określenia „jestem DDA”. Nie potrzebujesz stygmatyzacji, łatki, nie musisz być „jakiś”.

 

Potrzebujesz pozytywnych wspierających Cię słów, przekonań, wiary i cierpliwej pracy nad własnym rozwojem.

 

Szczęśliwe życie nie jest zarezerwowane wyłącznie dla osób pochodzących, z tak zwanych dobrych rodzin. Ty także na nie zasługujesz i ono czeka, aż je odnajdziesz. Dlatego bez zwlekania wyjdź mu naprzeciw, każdego dnia pracując nad tym, by podsycać motywację, dodawać sobie otuchy, dostarczać umysłowi wartościowych treści i otaczać się pozytywnymi ludźmi. A posługiwanie się etykietkami pozostaw tym, którzy koniecznie muszą każdego zaszufladkować, bo inaczej puzzle nie pasują im do obrazka.

 

Pamiętaj, że doświadczenia z przeszłości nie definiują Cię, jako człowieka, ani nie determinują tego, kim możesz się stać. Jedynym prawdziwym znaczeniem, jakie mają jest to, które Ty sam im nadasz.  Nazywaj więc świadomie to, co Ciebie dotyczy i nie rób sobie osłabiających „mentalnych tatuaży”, w postaci negatywnych określeń. Sama zmiana słownictwa, którego na co dzień używasz do opisywania swoich doświadczeń i tego kim jesteś, spowoduje w Tobie znaczącą przemianę w odczuwaniu i sposobie patrzenia na wiele rzeczy. Ten pozornie mały krok, pociąga za sobą prawdziwe zmiany we wnętrzu człowieka. Wykorzystaj tę świadomość i używaj języka, jako narzędzia, które Cię wspiera i podbudowuje, a nie osłabia.

 

Chętnie posłucham, co o tym myślisz? Podziel się ze mną swoimi uwagami w komentarzach.

 

Jeśli podoba Ci się ten artykuł, zapisz się na listę wpisując email poniżej i udostępnij post swoim znajomym. Polub także stronę DNA Sukcesu na Facebook’u. Zapraszam serdecznie!